Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lady Tremaine. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lady Tremaine. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 lipca 2026

Kruk z wieściami ze stolicy, wilk, obcy i lawenda | Raven with news from capital, wolf, stranger and lavender

Lista poprzednich odcinków Opowieści z Wiedźmiego Świata.


Był wczesny ranek, na gałązkach drzew za oknem widać było resztki szronu. To była pierwsza tak zimna noc i zapowiadała, że lada dzień może spaść śnieg. Tove i Minerva krzątały się w Zielarni ucierając zioła w moździerzu i szykując mieszanki na kaszel, katar i gorączkę. Trzeba było przygotować zapasy na zimę, bo do małego sklepiku zaglądali mieszkańcy z miasteczka i okolic. 

It was early morning, and remnants of frost were visible on the tree branches outside the window. It was the first night this cold, and it promised snow any day now. Tove and Minerva bustled in the Herbal Shop, grinding herbs in a mortar and pestle, preparing mixtures for coughs, colds, and fevers. They needed to stock up on supplies for the winter, as the small shop was visited by residents from the town and surrounding areas.

Obie oderwały się od swojej pracy, gdy w drzwiach Zielarni stanęła Margaret. Trzymała sporą skrzynkę wypełnioną pęczkami suszonych ziół.
- Margaret! A co ty tu robisz tak wcześnie? - Tove uśmiechnęła się serdecznie do przyjaciółki.
- Wyjechałam przed świtem. I tak nie mogłam spać. Mrok ma dziś dobry dzień, nie ociągał się. Poza tym chcę jak najszybciej wrócić do domu.

They both looked up from their work when Margaret appeared in the doorway of the Herbal Shop. She was holding a large box filled with bunches of dried herbs.
- Margaret! What are you doing here so early? - Tove smiled warmly at her friend.
- I left before dawn. I couldn't sleep anyway. Darkness is having a good day today, he didn't linger. Besides, I want to get home as soon as possible.

- Ach ten twój Mrok, kapryśne konisko - zaśmiała się Tove. 
- Kapryśne - przyznała Margaret. Zaraz jednak stanęła w obronie karego. - Ale poczciwe. I nie płoszy się od byle gałązki na zakręcie. 
- Och, no pewnie. Tylko czasami udaje, że zapomniał jak się ciągnie wóz - dodała Minerva wesoło.

- Oh, that Darkness of yours, a capricious horse - Tove laughed.
- Capricious - Margaret admitted. But she quickly defended the black one. - But decent. And he doesn't get spooked by a twig at a bend.
- Oh, sure. He just pretends sometimes to have forgotten how to pull a wagon - Minerva added cheerfully.


- No bywa - nie zaprzeczyła Margaret. Zaraz jednak zmieniła temat. - Miałaś wieści od Ragnvalda? Kiedy wracają ze stolicy?
- Przysłał kruka - potwierdziła Tove. - Zostają na dłużej. Coś się... pokomplikowało.
Margaret przyglądała się uważnie wiedźmie ziemi. Czegoś jej nie chciała powiedzieć. Lub nie mogła. Znała Tove zbyt długo, żeby próbować wycisnąć z niej cokolwiek. Nie może, to nie. Powie, gdy przyjdzie czas.
- Szkoda - westchnęła tylko. - Sven znów przegapi wizytę Eiry.

- Well, it happens - Margaret didn't deny. But she quickly changed the subject. - Have you heard from Ragnvald? When are they returning from the capital?
- He sent a raven - Tove confirmed. - They're staying longer. Something's... complicated.
Margaret watched the earth witch carefully. There was something she didn't want to tell her. Or couldn't. She'd known Tove too long to try to squeeze anything out of her. If she can't, she won't. She'll tell her when the time comes.
- That's a shame - she sighed. - Sven will miss Eira's visit again.



- Faktycznie! - Tove odłożyła moździerz i wytarła dłonie z okruszków ziół. - Ależ będzie zawiedziony. Tak bardzo chciał ją spotkać. Niestety, Aldara nadal potrzebuje, żeby Ragnvald towarzyszył jej w stolicy... Chłopcy muszą więc na niego poczekać, aż będzie mógł opuścić zamek.

Margaret drgnęła na dźwięk imienia Prawej Ręki Królowej. Szybko jednak zaczęła ściągać szal, aby ukryć zmieszanie. Tove w tym czasie zaczęła przyglądać się przywiezionym ziołom.

- Indeed! - Tove set down the mortar and wiped the herb crumbs from her hands. - He'll be so disappointed. He wanted to meet her so badly. Unfortunately, Aldara still needs Ragnvald to accompany her in the capital... So the boys must wait for him until he can leave the castle.

Margaret flinched at the sound of the Queen's Right Hand's name. However, she quickly began to pull off her shawl to hide her confusion. Meanwhile, Tove began to examine the herbs she had brought.




- Całe szczęście, że znalazłaś jeszcze melisę - uśmiechnęła się rudowłosa wiedźma, przeglądając zawartość skrzynki. - Przyda mi się.
- Nam wszystkim - wymamrotała Minerva za jej plecami, na tyle jednak głośno, że obie kobiety usłyszały to doskonale.

- Luckily you found some lemon balm - the red-haired witch smiled, looking through the contents of the box. - I'll need it.
- For all of us - Minerva muttered behind her, loud enough for both women to hear perfectly.




- O melisie mówiąc... Dam Ci spróbować mieszanki, którą właśnie testuję - Tove schyliła się pod blat i wyciągnęła gliniane kubki. 
- Z chęcią spróbuję - powiedziała Margaret i usiadła przy kominku, żeby ogrzać się trochę po podróży. 

- Speaking of lemon balm... I'll let you try the blend I'm testing - Tove leaned under the counter and pulled out the clay mugs.
- I'd love to try it - Margaret said, and sat down by the fireplace to warm herself up after the journey.


- Co u Hedwigi? - zagadnęła Minerva.
- Dobrze. Choć od wczoraj narzeka na kolano. 
- Ha! Czyli śniegi tuż tuż - Minerva pokiwała głową.
- Tuż tuż - potwierdziła najmłodsza zielarka. - Ale wiesz, jaka jest Hedwiga. Kolano może i boli, ale nie odpuszcza i szykuje się jak na zimę stulecia.
- Jak co roku - prychnęła Minerva.
- Dokładnie - Margaret mrugnęła porozumiewawczo.

- How's Hedwig? - Minerva asked.
- Fine. Although she's been complaining about her knee since yesterday.
- Ha! So the snow is just around the corner - Minerva nodded.
- Just around the corner - the youngest herbalist confirmed. - But you know how Hedwig is. Her knee may hurt, but she's not giving up and she's getting ready for the winter of the century.
- Like every year - Minerva snorted.
- Exactly - Margaret winked knowingly.



- Ta zima może być inna - cicho powiedziała Tove, podając kubki z naparem Minervie. 
Ledwie jednak starsza wiedźma przekazała jeden Margaret, drzwi do Zielarni znów się otworzyły. Stanęła w nich Aurora.

- This winter might be different - Tove said quietly, handing the cups of brew to Minerva.
But no sooner had the older witch handed one to Margaret than the door to the Herbal Shop opened again. Aurora stood there.






- Dzień dobry! - zawołała od progu. Towarzyszył jej wielki wyżeł skagelandzki z psiarni Ragnvalda. Choć był potężny, wobec ludzi był niezwykle łagodny. Lepiej jednak było go nie denerwować. Skagelandczyki były głównie psami myśliwskimi, jednak potrafiły stanąć w obronie swoich właścicieli z niezwykłą zażartością.

- Good morning! - she called from the doorway. She was accompanied by a large Skageland pointer from Ragnvald's kennel. Although powerful, he was remarkably gentle with people. It was best not to anger him, however. Skagelanders were primarily hunting dogs, but they could defend their owners with extraordinary ferocity.


- Gdzie byłaś? - Tove uśmiechnęła się do córki. 
- Próbowałyśmy znaleźć z Elizą trochę mrozików - Aurora wskazała na koszyk, w którym smętnie przetaczało się kilka grzybków.
- Ale?
- Ale wystraszył nas wilk - Aurora była wyraźnie poruszona. - I zawróciłyśmy.
- Wilk? - zapytały wszystkie trzy wiedźmy równocześnie.

- Where were you? - Tove smiled at her daughter.
- Eliza and I were trying to find some frost mushrooms - Aurora pointed to a basket in which a few mushrooms were rolling sadly.
- But?
- But a wolf scared us - Aurora was clearly shaken. - And we turned back.
- A wolf? - all three witches asked simultaneously.



- Wilk. Ten sam, co tydzień temu - Aurora zaczęła opowiadać. - Wystraszył mnie ostatnio nad strumieniem, więc dzisiaj wzięłam ze sobą Conriego. On go wywęszył i nas ostrzegł. Ale ten wilk jest dziwny, nie zareagował. Nie uciekł, tylko stał i patrzył. A wielki jest...
- Widziałam go koło naszej chaty! - wtrąciła Margaret. - Dwa dni temu.

- A wolf. The same one from last week - Aurora began. - He scared me last time at the stream, so I took Conrie with me today. He smelled it and warned us. But this wolf is strange, he didn't react. He didn't run away, he just stood there and watched. And he's huge...
- I saw him near our cottage! - Margaret interjected. - Two days ago.



- Czy to nie z tym wilkiem widziano obcego? - zapytała poruszona Minerva.
- Chyba tak - przytaknęła Aurora, przysiadając na oparciu fotela obok Margaret. - Ja dzisiaj nie widziałam człowieka, ale Eliza mówiła to samo. Kilka osób widziało, jak podchodził do niego mężczyzna. Nikt stąd.
- Kim on może być? I co tu robi? Nie podoba mi się, że będzie się tu pałętał przez zimę - Tove również wyglądała na zdenerwowaną.

- Wasn't that the wolf the stranger was seen with? - Minerva asked, agitated.
- I think so - Aurora agreed, sitting on the back of the chair next to Margaret. - I didn't see a human today, but Eliza said the same thing. Several people saw a man approach him. Nobody from here.
- Who could he be? And what's he doing here? I don't like the idea of ​​him hanging around here all winter - Tove also looked nervous.


- Tak samo pomyślałyśmy - Aurora przytaknęła matce. - Przecież teraz już stąd nie odejdzie przed zimą, bo niby dokąd? Rozglądałam się za nim. Ale widziałam tylko wilka.
- Obcy z oswojonym wilkiem - Tove zamyśliła się. - Dziwna sprawa. I to akurat teraz...
- Teraz? - Aurora popatrzyła zdziwiona.
- No... tak przed samą zimą. Kto podróżuje o tej porze roku poza głównymi traktami? - wiedźma ziemi upiła łyk z kubka, aby ukryć zmieszanie. 

- We thought the same - Aurora agreed with her mother. - But he won't leave here before winter, where else would he go? I looked around for him. But all I saw was a wolf.
- A stranger with a tamed wolf - Tove mused. - That's strange. Especially now...
- Now? - Aurora looked surprised.
- Well... just before winter. Who travels off the main roads this time of year? - The earth witch took a sip from her cup to hide her confusion.



- Conri też go dzisiaj nie widział - z przekonaniem powiedziała Aurora, wskazując na wyżła. - Pokazałby.
- Poproszę Haralda, żeby wysłał patrole dookoła miasteczka - powiedziała Tove. - A jeśli to nie pomoże, to gdy wróci Torvald z pewnością weźmie kilku myśliwych i spróbują go wytropić.

- Conri didn't see him today either - Aurora said confidently, pointing at the pointer. - He would have shown him to me.
- I'll ask Harald to send patrols around the town - Tove said. - And if that doesn't help, when Torvald gets back, he'll surely take a few hunters and try to track him down.


- Dobry pomysł. Nie mam nic do  wilków, pełno ich tu po lasach. Ale ten sprawia, że przechodzą mnie ciarki po karku - powiedziała Margaret.
- To prawda - zgodziła się Aurora.

- Good idea. I have nothing against wolves, there are plenty of them in the woods here. But this one sends shivers down my spine - said Margaret.
- That's true - Aurora agreed.



- Pora na mnie - Margaret podniosła się z fotela. - Jadę do domu.
- Nie zapomnij zabrać lawendy! - Minerva wskazała na kosz wypełniony fioletowymi pęczkami.
- Nie zapomnę. Obie, Hedwiga i Eira, nie dałyby mi żyć - skrzywiła się wiedźma. 

- Time for me - Margaret rose from her chair. - I'm going home.
- Don't forget to take the lavender! - Minerva pointed to the basket filled with purple bunches.
- I won't forget. Both Hedwig and Eira wouldn't let me live - the witch grimaced.




- Uważaj na siebie - Aurora popatrzyła swoimi szarymi, przenikliwymi oczami na Margaret. 
- Nie mów mi tylko, że właśnie widziałaś moją marną przyszłość w paszczy dziwnego, przerośniętego wilka - prychnęła zielarka odwracając się do dziewczyny.  Doskonale wiedziała, że przeczucia Aurory tak nie działają, ale zawsze droczyła się z przyjaciółką w tej kwestii.
- Nie, poza tym bardziej bałabym się o wilka - rudowłosa mrugnęła okiem szelmowsko. - Po prostu uważaj. A zmiany cię czekają, może jeszcze dziś. 

- Be careful - Aurora looked at Margaret with her piercing gray eyes.
- Don't tell me you just saw my miserable future in the jaws of a strange, overgrown wolf - the herbalist snorted, turning to the girl. She knew perfectly well that Aurora's premonitions didn't work that way, but she always teased her friend about it.
- No, besides, I'd be more worried about the wolf - the redhead winked mischievously. - Just be careful. Changes in your life are coming, maybe even today.




- Świetnie - parsknęła Margaret. - Wiesz, jak ja kocham zmiany i wywracanie życia do góry nogami.
- Wiem. Ale nic na to nie poradzisz - Aurora westchnęła. 
Przekomarzające się wiedźmy nie zwróciły uwagi, że Tove nagle sposępniała i zamyśliła się. Szybko jednak otrząsnęła się z rozmyślań i uśmiechnęła się, udając, że nic się nie dzieje.

- Great - Margaret snorted. - You know how I love change and turning my life upside down.
- I know. But there's nothing you can do about it - Aurora sighed.
The teasing witches didn't notice that Tove had suddenly grown gloomy and lost in thought. However, she quickly shook herself out of her thoughts and smiled, pretending that nothing was happening.


Margaret wzięła kosz pełny lawendy i ruszyła ku drzwiom. Na odchodne rzuciła.
- Przywieźć wam coś od Seleny? A może macie coś do przekazania? Podjadę jeszcze odebrać zboże dla jej zwierząt od Vidara i jutro pojadę do niej z zapasami. 
- Nie, wszystko, o co prosiła, już jej przekazałam - powiedziała Tove. 
- Dobrze. To do zobaczenia!

Margaret took the basket full of lavender and headed for the door. She said as she left.
- Should I bring you something from Selena? Or perhaps you have something to give? I'll go pick up some grain for her animals from Vidar and then go to her tomorrow with the supplies.
- No, I've already given her everything she asked for - Tove said.
- Fine. See you then!



niedziela, 31 maja 2026

Wezwanie - część 2 | Summons - Part II

Lista poprzednich odcinków Opowieści z Wiedźmiego Świata.
List of previous episodes of Tales from the Witch World.

KOMNATA SUNNEVY, ZAMEK VARREAGATIS

Sunneva siadła ciężko przed lustrem. Ten dzień po prostu ją wykończył. Nie dość, że od rana siedziała w sali tronowej asystując królowi podczas cotygodniowych audiencji, to potężna fala magii prawie ją znokautowała na oczach całego dworu. Całe szczęście, że akurat pojawili się kurierzy i wszyscy byli skupieni na ich wejściu do sali, zbyt zajęci plotkowaniem, by zauważyć, jak Wielki Mag Krigann  prawie zemdlał na podwyższeniu...

Z trudem robiła dobrą minę do złej gry przez resztę dnia. Dopiero teraz, szykując się do snu, mogła odetchnąć. Choć kolczyk, którego nie mogła wyjąć, bo zaplątał się jej we włosy, nieomal doprowdził ją właśnie do płaczu.

SUNNEVA'S CHAMBER, VARREAGATIS CASTLE

Sunneva sat down heavily in front of the mirror. The day had simply exhausted her. Not only had she been sitting in the throne room since morning, assisting the king during his weekly audience, but a powerful wave of magic had nearly knocked her out in full view of the entire court. It was fortunate that the couriers had just arrived, and everyone was focused on their entrance, too busy gossiping to notice Krigann Great Mage nearly fainting on the dais...

She struggled to put on a good face for the rest of the day. Only now, as she prepared for bed, could she breathe a sigh of relief. Although the earring she couldn't remove because it was tangled in her hair had almost brought her to tears.



Nie chciała tego przyznać, ale bała się. Gdy poprzednio Wielcy Magowie używali Smoczej Krwi, była adeptką. Wielkim Magiem Krigann był jej wuj, Edelstan. Zaledwie raz towarzyszyła mu podczas połączenia i nie wspominała tego zbyt dobrze. Pamiętała jednak jego nauki i przestrogi. Podstawową było to, Wezwania nie da się zignorować. 

Doskonale znała historię. Każdy szczegół. Nie z książek i przekłamanych opisów, ale z pierwszej ręki. Od wuja Edelstana, od Ragnvalda i Aldary. Co się w takim razie stało? Kto jest tak zdesperowany, aby sięgnąć po ten sposób przekazywania informacji? I co z... Twierdzą? Wzdrygnęła się.

She didn't want to admit it, but she was afraid. When the Great Mages had previously used Dragon Blood, she had been an adept. It was her uncle, Edelstan, who was the High Mage of Krigann at that time. She had only accompanied him to the link once, and she didn't remember it very well. However, she remembered his teachings and warnings. The fundamental one was that the Call cannot be ignored.

She knew the history perfectly. Every detail. Not from books or distorted versions, but firsthand. From uncle Edelstan, from Ragnvald and Aldara. What had happened then? Who was so desperate to use this method of conveying information? And what about... the Fortress? She shuddered.



Musiała znaleźć kogoś, kto będzie jej towarzyszył. Wiedziała, że może zaufać jedynie Dunstanowi, ale wiedziała, że nie będzie łatwo go przekonać. Choć pewnie i on nie będzie mógł się oprzeć Wezwaniu. Zrezygnowana wstała od toaletki. W tej chwili jedyną rozsądną rzeczą, jaką mogła zrobić, to wyspać się i odpocząć.

She had to find someone to accompany her. She knew she could only trust Dunstan, but she knew it wouldn't be easy to convince him. Though he probably wouldn't be able to resist the Call either. Resigned, she rose from the dressing table. At the moment, the only sensible thing she could do was get some sleep and rest.


DOM TOVE I RAGNVALDA, SALVIA

Tove szukała Ragnvalda po całym domu. Okazało się, że siedział samotnie w Wielkiej Sali. Gdy tylko zobaczyła jego zafrasowaną minę, zamknęła za sobą drzwi i podeszła do stołu.

- Co się stało?
- Przyszedł list od Aldary - mruknął niechętnie Ragnvald. Choć doskonale wiedział, że nie uniknie tej rozmowy, nie bardzo chciał ją zaczynać. Za dobrze jednak znał Tove i nawet nie próbował zmieniać tematu.

TOVE AND RAGNVALD'S HOUSE, SALVIA

Tove searched the house for Ragnvald. She found him sitting alone in the Great Hall. As soon as she saw his worried expression, she closed the door behind her and approached the table.

- What happened?
- A letter from Aldara arrived - Ragnvald muttered reluctantly. Although he knew perfectly well he couldn't avoid this conversation, he wasn'y eager to start it. But he knew Tove too well and didn't even try to change the subject.


- Czy to ma coś wspólnego z twoim "bólem głowy" sprzed dwóch dni? - Tove wbiła w męża wzrok tak przeszywający, że aż poczuł ciarki na plecach.
- Poniekąd...
- Mój ukochany. Możesz odpowiadać mi tak półsłówkami - Tove złapała go za rękę i uśmiechnęła się słodko. - Uprzedzam cię jedna, że źle na tym wyjdziesz.
Ragnvald westchnął. Miała rację. Znał też ten słodki uśmiech i wiedział doskonale, że nie wróżył mu absolutnie nic dobrego. 
- Lepiej usiądź, kochana...

- Does this have anything to do with your 'headache' from two days ago? - Tove fixed her husband with a gaze so piercing it sent shivers down his spine.
- In a way...
- My beloved. You can answer me with half-words like that - Tove grabbed his hand and smiled sweetly. - I'm warning you, though, it won't end well for you.
Ragnvald sighed. She was right. He knew that sweet smile too, and he knew perfectly well that it meant absolutely nothing good.
- You better sit down, dear...



Tove usłuchała, ale teraz miała już jak najgorsze przeczucia. Wiedziała, że Ragnvald wymigiwał się złym samopoczuciem, gdy dwa dni temu zbladł nagle jak ściana i zachwiał się, mało nie przewracając stołu. Może i miał swoje lata, ale nadal był silny jak byk i niejeden młodzik mógł pozazdrościć mu kondycji. 

- I co napisała Aldara? - zapytała, nerwowo obracając turmalinowy wisior w dłoni.
- Jak zwykle oszczędnie - prychnął. - "Smok się obudził. Przyjedź jak najszybciej."

Oczy Tove rozszerzyły się ze zdziwienia. Nie dlatego, że liczyła na dłuższą wiadomość, o nie. Znała Aldarę aż za dobrze. Te dwa krótkie zdania wystarczyły. Poczuła... strach. To był strach, uczucie, które rzadko znajdowało drogę do jej serca. Poczuła... strach. To był strach, uczucie, które rzadko znajdowało drogę do jej serca.
- Czy ona pisze o tym, co myślę?

Tove did, but now she had the worst premonition. She knew that Ragnvald was making excuses about his bad mood when, two days ago, he suddenly turned as pale as a sheet and staggered, almost knocking over the table. He might be old, but he was still as strong as a bull, and many youngsters could envy his stamina.

- And what did Aldara write? - she asked, nervously turning the tourmaline pendant in her hand.
- Sparingly, as always - he snorted. - The dragon has awakened. Come as soon as possible.

Tove's eyes widened in surprise. Not because she'd expected a longer message, no. She knew Aldara all too well. Those two short sentences were enough. She felt... fear. It was fear, a feeling that rarely found its way into her heart.
- Does she write about what I think?


- Niestety, moja droga - Ragnvald westchnął ciężko. - Sam już wczoraj zastanawiałem się, czy nie ruszyć do Skogborgu. Teraz nie ma już nad czym myśleć, wyruszę jutro. Zabiorę ze sobą Torvalda.
- Weź też Svena. Nigdy nie był w stolicy. A przyda wam się do pomocy.
- Będziemy jechać co koń wyskoczy - zaprotestował mag.
- Tak? I kto będzie miał problem nadążyć za kim? Hm? - Tove przekrzywiła głowę i spojrzała krytycznie.
- Racja - Ragnvald uśmiechnął się na myśl o wnuku. - Zatem jutro pojedziemy we trzech.

- Unfortunately, my dear - Ragnvald sighed heavily. - I was already considering heading for Skogborg yesterday. Now there's nothing more to think about, I'll leave tomorrow. I'll take Torvald with me.
- Take Sven too. He's never been to the capital. And he'll be useful to you.
- We'll go at full speed - the mage protested.
- Oh, really? And who'll have trouble keeping up with whom? Hmm? - Tove tilted her head and looked critically at him.
- Right - Ragnvald smiled at the thought of his grandson. - Then the three of us will go tomorrow.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...