wtorek, 11 sierpnia 2026

Nowa mieszkanka chaty w lesie | New resident of the cottage in the forest

Lista poprzednich odcinków Opowieści z Wiedźmiego Świata.


Hedwiga pilnowała wywaru gotującego się w kociołku, mieszając delikatnie od czasu do czasu. Był prawie gotowy. Część będzie można zawieźć Selenie, żeby miała zapas na zimę. Kto wie, czy nie zasypie jej tak, jak rok temu, gdy nadejdą śniegi - przez ponad dwa tygodnie nikt nie mógł do niej dojechać pod Przełęcz... 

Hedwig watched the brew boil in the cauldron, stirring gently from time to time. It was almost ready. Some could be taken to Selena to stock up for the winter. Who knows, maybe she'll be buried like last year when the snows came - no one could reach her at the Pass for over two weeks...


Zielarka usłyszała nagle hałas przed domem, kopyta stukające na ganku, a później skrzypnięcie otwieranych drzwi. Stanęła w nich Margaret, po czym przytrzymała je otwarte na oścież. Za nią do chaty weszła ostrożnie Eira, schylając się, aby nie uderzyć głową o framugę drzwi.

The herbalist suddenly heard a noise outside the house, hooves clattering on the porch, and then the creak of the door opening. Margaret stood there, holding it wide open. Behind her, Eira cautiously entered the cottage, ducking to avoid hitting her head on the doorframe.



- Eira, moja droga! - ucieszyła się staruszka na widok centaurydy. I zamarła zaskoczona, widząc, że szamanka niesie małą dziewczynkę. Dziecko było ubrane w poszarpaną i brudną sukienkę. I chyba było nieprzytomne, gdyż bezwładnie leżało w objęciach Eiry. Popatrzyła pytająco na Margaret.

- Koc się przydał - burknęła wiedźma. - Centaury znalazły ją w lesie. Samą.

- Eira, my dear! - the old woman rejoiced at the sight of the centauride. She froze in surprise when she saw the shaman carrying a little girl. The child was dressed in a tattered and dirty dress. And it seemed unconscious, as it lay limp in Eira's arms. She looked questioningly at Margaret.

- The blanket came in handy - the witch grumbled. - The centaurs found her in the forest. Alone.


- Ach tak - Hedwiga pokiwała głową. - Tak czułam, że ci się przyda. Co to za dziecko?
- Nie wiadomo, jeszcze się nie obudziła. Ma gorączkę i źle z nią - Margaret wzruszyła ramionami. - Muszę przygotować coś na obniżenie temperatury.
- Właśnie skończyłam - stara zielarka wskazała łyżką na kociołek.
- Doprawdy? - Margaret spojrzała podejrzliwie na opiekunkę. - Akurat to upichciłaś?

- Oh, yes - Hedwig nodded. - I had a feeling you'd need it. Who's the child?
- I don't know, she hasn't woken up yet. She has a fever and isn't feeling well - Margaret shrugged. - I need to prepare something to lower her temperature.
- I've just finished - the old herbalist pointed to the cauldron with her spoon.
- Oh, really? - Margaret looked at her warden suspiciously. - Did you just cook this?



Hedwiga odłożyła łyżkę i nie skomentowała. Wskazała Eirze przejście do izby obok.
- Zanieś ją tam proszę, moja droga. Zaraz zajmiemy się tą małą. Połóż ją na posłaniu pod oknem, zaraz przyniosę koc.

Hedwig put down her spoon and didn't comment. She gestured for Eira to the next room. 
- Please take her there, my dear. We'll take care of the little one in a moment. Put her on the bed by the window, and I'll bring a blanket in a moment.


Margaret poszła przodem i przygotowała miejsce. Eira ostrożnie poruszała się po domu, niepewna w tak małym pomieszczeniu. Uparła się jednak, że to ona przyniesie dziewczynkę, co nieco zaskoczyło wiedźmę, która doskonale znała niechęć centuarydy do zamkniętych przestrzeni. 

Margaret went ahead and prepared a space. Eira moved cautiously around the house, unsure of herself in such a small space. However, she insisted on bringing the girl, which somewhat surprised the witch, who knew the centuarid's aversion to enclosed rooms.




Dziecko wciąż się nie ocknęło. Wiedźmy ułożyły ją na posłaniu i delikatnie otuliły kocem. Mała znów zamamrotała coś niewyraźnie i Margaret wydawało się, że brzmiało to jak: "do puszczy, muszę iść do puszczy". Nie była jednak pewna, czy się nie przesłyszała.

The child still hadn't woken up. The witches laid her on the bed and gently wrapped her in a blanket. The little one mumbled something indistinct again, and Margaret thought it sounded like, "to the forest, I must go to the forest." But she wasn't sure if she had misheard.


Eira rozglądała się ciekawie po izbie. Na kominku płonął wesoło ogień, a kilka kotów pałętało się wokół. I coś jeszcze zamajaczyło jej w kryjówce pod posłaniem. Czy to był jeż?

Margaret wstała i zdjęła wreszcie szal. Westchnęła z ulgą. To był długi dzień. Sporo się wydarzyło. Nagle przypomniała sobie, o co chciała zapytać szamankę.
- Eira, dlaczego wzięłaś ze sobą aż tylu wojowników? Pierwszy raz przybyłaś w tak licznej grupie. Do tej pory miałaś tylko jednego towarzysza.
- Właściwie bez powodu. A przynajmniej bez konkretnego powodu - szamanka przestała lustrować pomieszczenie i spojrzała na Margaret. - Coś się zbliża. Nie wiem co, duchy też nie potrafią jasno przekazać informacji. Ale w Puszczy czuć niepokój, już od dłuższego czasu. Nawet harpie wylazły ze swoich gniazd i latają w tę i z powrotem. 
- Harpie? - Hedwiga wtrąciła się do rozmowy.
- Tak. Ptaszydła z Księżycowych Gór - pokiwała głową Eira. Nie widziano ich od lat nad naszymi ziemiami, a teraz... No i dochodzą do nas pogłoski o jakichś niepokojach na południowym krańcu Puszczy. Dlatego nasz wódz kazał wojownikom jechać ze mną. Na wszelki wypadek.

Eira looked around the room curiously. A fire burned cheerfully in the fireplace and several cats wandered around. And something else loomed in her hiding place under the bed. Was it a hedgehog?

Margaret stood up and finally took off her scarf. She sighed with relief. It was a long day. A lot has happened. Suddenly she remembered what she wanted to ask the shaman.
- Eira, why did you take so many warriors with you? It was the first time you came in such a large group. Until now, you only had one companion.
- No reason, actually. Or at least for no particular reason - the shaman stopped examining the room and looked at Margaret. - Something's coming. We don't know what, ghosts can't convey information clearly either. But there has been anxiety in the Forest for a long time. Even the harpies have come out of their nests and are flying back and forth.
- Harpies? - Hedwig joined the conversation.
- Yes. Birds of the Moon Mountains - Eira nodded. - They haven't been seen over our lands for years, and now... And we're hearing rumors of some unrest in the southern end of the Forest. That's why our leader told the warriors to come with me. Just in case.



Wiedźmy popatrzyły po sobie. Czyli magiczni mieszkańcy lasu też coś czują. To nie były dobre wieści. Eira jednak wyraźnie zakończyła temat. Nie wiedziała nic więcej lub nie chciała im mówić. Nie było więc sensu drążyć.
- Przyniosę napar dla dziecka, a później zajmę się zapasami dla was. Mam lawendę i mieszanki, o które prosiłaś. Wszystko już jest przygotowane. Zostaniecie na noc? 
- Nie. Reidar chce już wracać. Uważa, że i tak za długo nam zeszło.
- Przecież niedługo będzie zmierzchać.
- To nic. W tych lasach nie ma niczego, co by nam zagrażało - mrugnęła wesoło szamanka. - Poza tym idzie załamanie pogody i faktycznie powinniśmy wracać jak najszybciej.
- Szkoda, myślałam, że zostaniesz na kilka dni. Chciałam podpytać cię o te porosty znad Czarnej Rzeki. Próbuję rozgryźć kilka ich właściwości, ale chyba sama nie dam rady - Margaret była szczerze zawiedziona.

The witches exchanged glances. So the magical inhabitants of the forest were also feeling something. This wasn't good news. Eira, however, clearly ended the conversation. She either didn't know anything more or didn't want to tell them. So there was no point in pursuing it further.
- I'll bring a potion for the child, and then I'll take care of your supplies. I have the lavender and the other herbs you requested. Everything's already prepared. Will you stay overnight?
- No. Reidar wants to go back. He thinks we've already taken too long.
- It'll be getting dark soon.
- It doesn't matter. There's nothing in these forests that could pose a threat to us - the shaman winked cheerfully. - Besides, the weather's about to change, and we really should get back as soon as possible.
- That's a shame. I thought you'd be staying for a few days. I wanted to ask you about those lichens from the Black River. I'm trying to figure out some of their properties, but I don't think I can do it alone - Margaret was genuinely disappointed.


- Tych, które przywiozłam ci ostatnio? Te srebrzyste?
- Tak.
- Mam dla ciebie nowy zapas, będziesz mogła eksperymentować. I powiem ci wszystko co wiem, może ułatwi ci to pracę. Tylko na zewnątrz, strasznie tu u was ciasno - zaśmiała się centauryda. - A, dam ci coś jeszcze. Dla źrebaka.
To mówiąc zdjęła sznur fioletowych kamieni, który nosiła na szyi.

- The ones I brought you last time? The silver ones?
- Yes.
- I have a new supply for you, you can experiment. And I'll tell you everything I know, maybe it'll make your job easier. Just outside, it's awfully cramped in here - the centauride laughed. - Oh, and I'll give you something else. For the foal.
With that, she took off the string of purple stones she wore around her neck.



- Daj jej, jak się obudzi. Myślę, że pozwolą jej łatwiej zapanować nad nowymi umiejętnościami.
- Czy to czaroity? - Hedwiga zerknęła na naszyjnik. - To bardzo szczodry dar.
- Tak - Eira uśmiechnęła się do starej zielarki. - Takie, jak i ty masz na szyi. Ale te są znad Czarnej Rzeki. Jedyne w swoim rodzaju.
Przekazała biżuterię Margaret. Po czym bez słowa ostrożnie wycofała się, starając się nie przewrócić niczego i wyszła przed chatę.

- Give it to her when she wakes up. I think it will help her control her new abilities.
- Are those Charoites? - Hedwig glanced at the necklace. - It's a very generous gift.
- Yes - Eira smiled at the old herbalist. - Just like the ones around your neck. But these are from the Black River. One of a kind.
She handed the jewelry to Margaret. Then, without a word, she carefully backed away, trying not to knock anything over, and walked out in front of the cottage.





- No proszę - Margaret przyglądała się kamieniom. - Kukułka dostała prezent godny królewskiego maga. 
- Kukułka? - Hedwiga spojrzała pytająco.
- A, później ci wyjaśnię... - młodsza wiedźma machnęła ręką. - Idę przygotować lekarstwa. A później pomogę zapakować wszystko centaurom. Widziałaś ich?
- Przez okno - pokiwała głową staruszka. - Piękny widok.
- To samo im powiedziałam - prychnęła Margaret. - A oni byli bardzo zdziwieni. Szkoda, że Sven ich nie zobaczy. 
- Nie wrócił jeszcze ze stolicy? - Hedwiga zmartwiła się wyraźnie. - Co ich tam zatrzymało?
- Nie wiem. Tove nie chce powiedzieć. Opowiem ci wszystko później.

- Well, well - Margaret said, examining the stones. - Cuckoo received a gift fit for a king's wizard.
- Cuckoo? - Hedwig looked at her questioningly.
- Oh, I'll explain later... - the younger witch waved her hand. - I'm going to prepare the medicines. And then I'll help the centaurs pack everything. Did you see them?
- Through the window - the old woman nodded. - A beautiful view.
- That's what I told them - Margaret snorted. - And they were very surprised. It's a shame Sven won't see them.
- Hasn't he returned from the capital yet? - Hedwig looked visibly worried. - What kept them there?
- I don't know. Tove won't tell. I'll tell you everything later.





Z tymi słowami Margaret poszła do kuchni. Czarny kocur wskoczył na posłanie koło Hedwigi i miauknął zaczepnie.
- No i czego chcesz, Nisse? - staruszka pogładziła go po karku. - Lepiej tu zostań i opiekuj się tą... Kukułką.
Uśmiechnęła się na dźwięk tego przezwiska, które nadała dziecku Margaret. Martwiła się jedynie, czy uda im się opanować gorączkę. Kim była ta dziewczynka? Oby miały szansę się tego dowiedzieć.

Hedwiga westchnęła i zamyśliła się. Doprawdy, coś wisiało w powietrzu...

With those words, Margaret went to the kitchen. The black tomcat jumped onto the bed next to Hedwig and meowed teasingly.
- What do you want, Nisse? - the old woman patted his neck. - You'd better stay here and look after that... Cuckoo.
She smiled at the nickname Margaret had given the child. Her only concern was whether they would manage to get the fever under control. Who was that girl? Hopefully, they would have a chance to find out.

Hedwig sighed and pondered. Truly, something was in the air...


sobota, 1 sierpnia 2026

Dziecko z lasu, cz. 2 | A child from the forest, part II


Lista poprzednich odcinków Opowieści z Wiedźmiego Świata.


Margaret wracała z Salvii do domu, zostało jej może pół godziny drogi. Wciąż rozmyślała nad dziwnym zachowaniem Tove. Przyłapała ją kilka razy na posępnym zamyśleniu, gdy właścicielka Zielarni myślała, że nikt nie widzi jej miny i zmarszczonego czoła... Działo się coś złego. I choć Margaret nie miała intuicji Aurory, to od dawna czuła, że coś wisi w powietrzu. Zaskakujący i bardzo pospieszny wyjazd Ragnvalda do stolicy zaniepokoił ją nawet bardziej. Co u licha sprawiło, że ten "przecież jestem na emeryturze" zrzęda zerwał się jak oparzony i ruszył do Skogborgu?

Na pewno coś złego, ot co.

Margaret was driving home from Salvia, perhaps half an hour away. She was still pondering Tove's strange behavior. She'd caught her several times in a gloomy reverie, when the owner of the Herbal Shop thought no one saw her expression or the furrowed brow... Something was wrong. And although Margaret didn't have Aurora's intuition, she'd long sensed something was brewing. Ragnvald's surprising and extremely hasty departure for the capital had worried her even more. What on earth had made this "I'm retired" grumpy man jump up and head for Skogborg?

Definitely something wrong, that's what it was.


Jej niewesołym rozmyślaniom towarzyszył miarowy turkot kół cięższego teraz wozu. Wiozła zapasy ziarna dla Seleny. Będzie musiała się spieszyć, żeby zdążyć przed pierwszymi opadami śniegu. Zresztą nie chciała zostawiać Hedwigi samej, zwłaszcza teraz, jak ten wilk kręcił się w pobliżu. Wilk i obcy. Licho ich tu przygnało... 

Her gloomy thoughts were accompanied by the steady clatter of the wheels of the now heavier wagon. She was carrying grain supplies for Selena. She would have to hurry to make it before the first snowfall. Besides, she didn't want to leave Hedwig alone, especially now, with that wolf prowling nearby. The wolf and the stranger. The Likho had driven them here...


W oddali zamajaczyły sylwetki kilku jeźdźców. Czyżby nie w porę pomyślała o tym nieszczęsnym lichu? Ech, żeby jeszcze była przesądna.

Im bardziej jednak domniemani jeźdźcy zbliżali się do jej wozu, tym mniej przypominali jeźdźców.
- A niech mnie, centaury! - syknęła Margaret zaskoczona. Oczekiwała Eiry, ale nie całego stada. Dlaczego nie przyjechała, jak zwykle, z jednym towarzyszem? 

The silhouettes of several riders loomed in the distance. Had she thought of that unfortunate Likho at the wrong time? Oh, if only she was superstitious at all.

But the closer the supposed riders approached her wagon, the less they resembled riders.

- Centaurs, damn me! - Margaret hissed in surprise. She had expected Eira, but not the entire herd. Why hadn't she arrived, as usual, with a single companion?



Na czele szli dwaj wojownicy w skórzanych zbrojach. Oczywiście byli ledwie ubrani. Czy im kiedykolwiek bywało zimno? Choć mroźny poranek zmienił się w całkiem ładny, jesienny dzień, to Margaret siedziała na koźle owinięta w ciepły koc i wcale nie było jej za ciepło. Wręcz przeciwnie. W cieniu drzew robiło się chłodno i naprawdę chciała już usiąść przy płonącym wesoło kominku.

W sumie nie powinna się dziwić. W zeszłym roku widziała, jak Eira bez zawahania weszła do strumienia niemal po brzuch, choć na ziemi leżał już pierwszy śnieg. I też nie wyglądała, jakby to robiło na niej jakiekolwiek wrażenie.

Two warriors in leather armor walked at the front. They were, of course, barely clothed. Had they ever been cold? Although the frosty morning had turned into a rather pleasant autumn day, Margaret sat on the box seat, wrapped in a warm blanket, and she wasn't at all warm. Quite the opposite. It was getting chilly in the shade of the trees, and she really wanted to sit by the cozy fire.

She shouldn't have been surprised. Last year, she'd seen Eira without hesitation step almost belly-deep into a stream, even though the first snow was already on the ground. And she didn't seem to mind it at all.



Centaury szły prosto na nią, więc Margaret wstrzymała karego. Zatrzymała wóz i czekała, aż magiczni mieszkańcy Puszczy podejdą bliżej.

A było na co popatrzeć. Dumni wojownicy szli równym stępem, z marsowymi minami. Starszy trzymał w dłoni potężny, pięknie zdobiony topór. Młodszy nie wyciągnął broni, ale nie wyglądał bynajmniej na bezbronnego.

The centaurs were heading straight for her, so Margaret halted her horse. She stopped the wagon and waited for the magical inhabitants of the Forest to approach.

And it was a sight to behold. The proud warriors walked at a steady pace, their expressions stern. The elder held a large, beautifully crafted axe. The younger didn't draw his weapon, but he didn't look defenseless at all.


Wydawało jej się, że pamięta tego starszego z którejś poprzedniej wizyty szamanki. Ale nie była pewna. Ich pomalowane twarze wyglądały bardzo podobnie. Podeszli blisko do jej wozu. Zagapiła się na nich i zanim zastanowiła się nad tym, co mówi, palnęła:
- Już zapomniałam, że jesteście tacy piękni.

She thought she remembered the older warrior from one of the shaman's previous visits. But she wasn't sure. Their painted faces looked very similar. They approached her wagon. She stared at them, and before she could think about what she was saying, she blurted out:
- I'd forgotten how beautiful you are.


Obu wojowników zamurowało. Takiego przywitania się nie spodziewali. Prędzej oczekiwaliby trwożliwego skinienia, milczenia, czy nawet okrzyku przestrachu. Ale to? 

Zza ich pleców rozległ się serdeczny śmiech. 

Both warriors were stunned. They hadn't expected such a greeting. They would have expected a timid nod, silence, or even a cry of fear. But this?

A hearty laugh echoed from behind them.


- Zdaje się, że wygrałam zakład - mijając Reidara szamanka poklepała go po ramieniu, wciąż śmiejąc się pod nosem. - Mówiłam, że to wóz Margaret, i że z pewnością się was nie wystraszy. 

- I think I won the bet - The shaman patted Reidar on the shoulder as she passed him, still laughing. - I told you it was Margaret's wagon, and she certainly wouldn't be scare of you.



- Eira! - Margaret uśmiechnęła się do szamanki. - Czekałam na ciebie.
Centauryda podeszła do wozu i podała jej rękę. Uścisnęły się serdecznie. 
- Witaj wiedźmo. Wiesz, że z przyjemnością cię odwiedzam. Ale pamiętaj, że i ty jesteś mile widziana nad Czarną Rzeką. Powiedz słowo, a dostaniesz Pieczęć i będziesz mogła nas odwiedzić.
- Kiedyś - zielarka pokiwała głową. - Kiedyś skorzystam z tego zaproszenia.
- Trzymam cię za słowo.

- Eira! - Margaret smiled at the shaman. - I've been waiting for you.
The centauride approached the wagon and offered her her hand. They shook hands warmly.
- Well met, witch. You know I'm happy to visit you. But remember, you're welcome on the Black River too. Say the word, and you'll receive the Seal and be able to visit us.
- Someday - the herbalist nodded. - Someday I'll take you up on that invitation.
- I shall hold you to your promise.



Gdy wymieniały powitania, do wozu podeszła siwa centauryda. Margaret rozszerzyła oczy ze zdumienia. Na grzbiecie wojowniczki siedziała... dziewczynka!
Wiedźma popatrzyła pytająco na Eirę.
- Znaleźliśmy to dziecko niedaleko stąd, ukryte w lesie. Jest sama. I chora. Argeno, podejdź tu z nią proszę.

As they exchanged greetings, a gray centauride approached the wagon. Margaret's eyes widened in surprise. On the warrior's back sat... a girl!
The witch looked questioningly at Eira.
- We found this child not far from here, hidden in the forest. She's alone. And sick. Argena, please come here with her.




Szamanka delikatnie ściągnęła dziecko z grzbietu Argeny, jakby zupełnie nic nie ważyło. Teraz Margaret zorientowała się, że dziewczynka spała lub była nieprzytomna. Niezdrowe wypieki na buzi świadczyły o tym, że musiała mieć wysoką gorączkę. Jej sukienka była cała podarta i ubłocona. Jakim cudem to dziecko nie zamarzło nocą na śmierć? Miała na oko jakieś dziesięć lat, może jedenaście. Choć wysoka na swój wiek, była przeraźliwie szczupła.

The shaman gently lifted the child from Argena's back as if she weighed nothing at all. Now Margaret realized the girl was either asleep or unconscious. The unhealthy flush on her face indicated she must have had a high fever. Her dress was torn and muddy. How on earth had this child not frozen to death during the night? She was about ten years old, maybe eleven. Although tall for her age, she was frighteningly thin.




- Dałam jej trochę kory wierzby, ale nie wiem, jaka dawka jest bezpieczna dla takiego chuchra - Eira obchodziła się z dzieckiem bardzo ostrożnie, jakby było ze szkła. - Stwierdziliśmy, że lepiej, abyś ty się nią zajęła.
Uwadze Margaret nie uszło, że wojowniczka, która wiozła dziewczynkę, czule pogłaskała jej głowę. Prawie białe włosy centaurydy zamigotały, gdy jakiś zabłąkany promyk słońca przedarł się przez korony drzew. Rzeczywiście, Srebrzysta. Imię pasowało doskonale.
- Poczekaj, zrobię jej miejsce na wozie - Margaret odrzuciła koc i wstała z kozła. 

- I gave her some willow bark, but I don't know what dose is safe for such a weakling - Eira handled the child very carefully, as if she were made of glass. - We decided it was better for you to take care of her.

It didn't escape Margaret's notice that the warrior carrying the girl tenderly stroked her head. The centauride's almost white hair shimmered as a stray ray of sunlight filtered through the treetops. Indeed, Silver. The name fit perfectly.
- Wait, I'll make room for her on the wagon - Margaret threw back the blanket and rose from the box.




Gdy Margaret poprzestawiała worki z ziarnem, Eira położyła dziewczynkę na dnie wozu. Wiedźma wyciągnęła spod kozła zapasowy koc, który Hedwiga wcisnęła jej przed wyjazdem. Nagle zamarła. Przypomniało jej się, co stara zielarka powiedziała przed świtem: "Weź go, ktoś dziś na pewno z niego skorzysta". A później jeszcze przeczucie Aurory...
Nagle Margaret syknęła. Otulając dziecko kocem dotknęła jej dłoni i poczuła silny impuls... Mrowienie sięgnęło aż jej łokcia. 
- A, no właśnie... - Eira popatrzyła na nią z dziwnym wyrazem twarzy. - Okazało się, że ten źrebak jest magiczny. I to bardzo. Początkowo nie poczułam, gorączka zaciemniła całkiem aurę, a w jej głowie był i jest tylko chaos. Ale wygląda na to, że mała ma prawdziwy dar. 

As Margaret rearranged the grain sacks, Eira placed the girl in the bottom of the wagon. The witch pulled out from under the box the spare blanket Hedwig had thrust at her before she left. Suddenly, she froze. She remembered what the old herbalist had said before dawn: "Take it, someone will definitely use it today." And then Aurora's premonition...
Suddenly, Margaret hissed. As she wrapped the blanket around the child, she touched her hand and felt a strong impulse... A tingling sensation reached her elbow.
- Oh, right... - Eira looked at her with a strange expression. - It turns out that foal is magical. Very magical. At first, I didn't feel it, the fever had completely darkened her aura, and her mind was, and is, nothing but chaos. But it seems the little one has considerable gift.



Margaret nic nie odpowiedziała. Wzmocniła swoje osłony, żeby znów nie oberwać magicznym impulsem i przyłożyła dłoń do czoła dziewczynki. Było rozpalone.
- Nie ma co gadać. Jedźmy do chaty, przygotuję dla niej leki. Mówiła coś? Czy cały czas była nieprzytomna?

Margaret didn't respond. She strengthened her shields to avoid another magical impulse and placed her hand on the girl's forehead. It was burning. 
- There's no point in talking. Let's go to the cottage, and I'll prepare some medicine for her. Did she say anything? Or was she unconscious the whole time?


- Tylko mamrotała, niewyraźnie - odpowiedziała szamanka. - I nie jestem pewna, w jakim języku.
- Jeszcze lepiej. Nie miała wiedźma kłopotu... - burknęła Margaret. - Co ty mi tu podrzucasz, co? Kukułcze jajo.
Uwagi wiedźmy nie umknął fakt, że kary centaur pokiwał głową na jej słowa. Aha, czyli to centaurydy postanowiły ratować dzieciaka.
- Ha, kukułeczka... - Eira uśmiechnęła się pod nosem. - Może i tak, ale teraz to twoje jajo.
- Jak to moje? - Margaret nie kryła zaskoczenia.
- Wasze losy są splecione, ona potrzebuje opiekunki - szamanka wzruszyła ramionami.
- Ja się do tego nie nadaję. Doskonale wiesz, że nie zamierzam zostać matką ani dziś, ani za trzy dekady, ani nigdy. Mam za dużo innych rzeczy na głowie - Margaret fuknęła, zła jak osa. - Przygarniać dzieci też nie zamierzam.
- Nie wiem, czy masz tu jakiś wybór - szamanka ponownie wzruszyła ramionami. 

- She was just mumbling, indistinctly - the shaman replied. - And I'm not sure what language.
- As if we didn't have enough trouble already...... - Margaret grumbled. - What are you trying to tell me, huh? A cuckoo's egg.
The witch didn't miss the fact that the black centaur nodded at her words. Aha, so it was the centaurides who decided to save the child.
- Ha, cuckoo... - Eira smiled to herself. - Maybe so, but it's your egg now.
- What do you mean, mine? - Margaret couldn't hide her surprise.
- Your fates are intertwined, she needs a guardian - the shaman shrugged.
- I'm not cut out for that. You know perfectly well I don't intend to become a mother, not today, nor in three decades, nor ever. I have too many other things on my mind - Margaret huffed, furious as a hornet. - I don't intend to take in children either.
- I don't know if you have any choice here - the shaman shrugged again.


- Żartujesz sobie? - wiedźma spojrzała groźnie.
- Nie - odpowiedziała po prostu Eira. - Ale możemy poroztrząsać ten problem w drodze do chaty. Dziecko potrzebuje ciepłego domu i leków.
Margaret nic nie odpowiedziała. Mamrocząc pod nosem przekleństwa wróciła na kozioł i strzeliła lejcami. Zaskoczony Mrok ruszył żwawo, a koła wozu znów zaterkotały na leśnej drodze.

- Are you kidding? - the witch glared.
- No - Eira replied simply. - But we can discuss this on the way to the cottage. The child needs a warm home and medicine.
Margaret said nothing. Muttering curses under her breath, she returned to the box and snapped the reins. Startled, the Darkness sped off briskly, and the wagon wheels clattered again along the forest road.



- Nie złość się - Eira odezwała się po kilku krokach. - Widać tak miało być. 
Margaret zmęłła w ustach kolejne przekleństwo. W końcu powiedziała:
- Ostatnio dzieje się dużo dziwnych rzeczy. Pojawienie się w lesie dziecka z tak silnym magicznym darem też jest dziwne. 
- To prawda - skinęła głową Eira. - Myślałam, że już nie miewacie takiego talentu. Ragnvald i Tove są jednymi z ostatnich.

- Don't be angry - Eira said after a few steps. - It seems it was meant to be.
Margaret choked on another curse word. Finally, she said,
- A lot of strange things have been happening lately. A child with such a strong magical gift appearing in the forest is also strange.
- That's true - Eira nodded. - I thought you human beings no longer had such a talent. Ragnvald and Tove are among the last.



- A ty mi mówisz, że to moje jajo... - sapnęła ze złości Margaret. - To z pewnością jakaś pomyłka złośliwego losu.
- Nie wierzysz przecież w takie rzeczy - roześmiała się Eira. - Poza tym, zobaczymy...

Ciąg dalszy nastąpi...

- And you're telling me it's my egg... - Margaret gasped angrily. - This must be some twist of fate.
- You don't believe in such things, do you? - Eira laughed. - Besides, we'll see...

To be continued...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...