piątek, 31 lipca 2026

Dziecko z lasu cz. 1 | A child from the forest, part I


Lista poprzednich odcinków Opowieści z Wiedźmiego Świata.


Argena i Olve jechali na czele ich małej wyprawy lustrując drogę. Zbliżali się do ludzkich osiedli i nie chcieli wpaść niespodziewanie na jakiegoś kupca lub wędrowca. Mogłoby się to różnie skończyć... Choć Skagelandczycy byli oswojeni z magią w jakimś stopniu, to jednak widok centaurów nie był dla nich codziennością. Ba! Być może nawet zapomniano już o magicznych stworzeniach z głębi Puszczy i żyły one dla ludzi tylko w starych podaniach i legendach? Oni sami nie mieli jeszcze styczności z ludźmi. Ich klan mieszkał daleko stąd, na północnym obrzeżu Puszczy, nad Srebrną Rzeką. Rzadko opuszczali swoje terytorium. Jedynie ich szamanka podróżowała raz lub dwa razy w roku do ludzkich wiedźm, żeby zdobyć u nich zioła i składniki niewystępujące na ich ziemiach.

Gdy tym razem wybrała do ochrony dwójkę młodych zwiadowców, mało nie pękli z dumy i podekscytowania. 

Argena and Olve rode at the head of their small expedition, scouting the road. They were approaching human settlements and didn't want to unexpectedly run into any merchants or travelers. It could have ended in various ways... Although the Skagelanders were somewhat familiar with magic, the sight of centaurs wasn't an everyday occurrence for them. Perhaps the magical creatures from the depths of the Forest had even been forgotten, and for humans they existed only in old tales and legends? They themselves had never met humans. Their clan lived far away, on the northern edge of the Forest, by the Silver River. They rarely left their territory. Only their shaman traveled once or twice a year to the human witches to obtain herbs and ingredients not found in their lands.

When she chose two young scouts to protect her this time, they were almost bursting with pride and excitement.


- Stój - syknęła Argena. - Co to?
Z powalonego, pustego w środku pnia wystawały... Stopy? Tak, to były stopy. W dodatku niewielkie, należące zdecydowanie do niedużej istoty.

Centaury podeszły ostrożnie bliżej. 

- Stop - Argena hissed. - What's that?

Protruding from the fallen, hollow tree trunk were... Feet? Yes, they were feet. Small ones at that, belonging to a distinctly small creature.

The centaurs approached cautiously.



- To chyba dziecko - cicho powiedziała centauryda, zaglądając ostrożnie do kryjówki w pniu. - Ludzkie dziecko.
- Może nie żyje? Co miałoby robić w środku lasu? Czy ludzkie dzieci nie są przypadkiem nieporadne? Zresztą co nas to obchodzi, zostaw je tam - Olve wzruszył ramionami.

- I think it's a child - the centauride said quietly, cautiously peering into the tree trunk. - A human child.
- Maybe it's dead? What would it be doing in the middle of the forest? Aren't human children helpless? Anyway, what do we care? Leave it there - Olve shrugged.



Argena błyskawicznie wyprostowała się i strzeliła towarzysza w potylice. Bynajmniej nie delikatnie.
- Auuuu! - jęknął. - Za co?
- To źrebak, durniu. I żyje. Oddycha. Masz szczęście, że Eira tego nie słyszała...

Argena quickly straightened up and shot her companion in the back of the head. Not gently at all.
- Ouch! - he groaned. - For what?
- It's a foal, you fool. And it's alive. It's breathing. You're lucky Eira didn't hear that...



- Nie słyszała czego? - zza zakrętu wyłoniła się druga para centaurów. Obok dumnego wojownika szła stępem szamanka, kolorowa niczym bajeczny ptak. Wokół jej głowy powiewały wpięte we włosy piórka, a liczne bransolety i ozdoby brzęczały delikatnie niczym dzwonki.

- She didn't hear what? - a second pair of centaurs emerged from around the bend. Beside the proud warrior walked a shaman, as colorful as a fabulous bird. Feathers she had in her hair fluttered around her head, and numerous bracelets and ornaments tinkled delicately like bells.


- Znaleźliśmy ludzkie dziecko. Nieprzytomne. Ten baran chciał je tu zostawić na pewną śmierć - powiedziała Argena z oburzeniem. 
- Dziecko? Tutaj? - Eira nie kryła zaskoczenia.

- We found a human child. Unconscious. That idiot wanted to leave it here to die - Argena said, her voice indignant.
- A child? Here? - Eira couldn't hide her surprise.



W tym momencie dziecko jęknęło cicho i delikatnie się poruszyło, ale nie obudziło się. Trójka centaurów podeszła bliżej.
- Olve, wyjmij je - powiedziała Eira bez zastanowienia. - Tylko delikatnie. 
Młody centaur skoczył natychmiast wykonać polecenie, chcąc zatrzeć złe wrażenie. Widział, że szamanka jest niezadowolona z powodu jego komentarza i nie zamierzał podpaść jej choć odrobinę bardziej.

At that moment, the child moaned softly and moved slightly, but didn't wake. The three centaurs approached.
- Olve, take it out - Eira said without hesitation. - Just be gentle.
The young centaur immediately jumped to obey, wanting to erase the bad impression. He could see that the shaman was displeased with his comment, and he didn't want to anger her even a little more.




Ostrożnie wyciągnął dziecko z kryjówki. Uderzyło go, jak było kruche i drobne. Faktycznie, mały źrebak... Zrobiło mu się jeszcze bardziej głupio. Podniósł delikatnie dziecko i podszedł do szamanki. Miał wrażenie, że skóra małego człowieka go parzy. Czy to normalne?

He carefully pulled the child from the hiding. He was struck by how fragile and small it was. Indeed, a tiny foal... This made him feel even more embarrassed. He gently picked up the child and approached the shaman. He felt as if the little human's skin was burning him. Was this normal?


- Jest rozpalona, ma gorączkę - Eira rozwiała wszelkie wątpliwości gniadego centaura. I zaraz zasępiła się. - Potrzebuje pomocy. A ja nie znam się na leczeniu ludzkich dzieci... Musimy się pospieszyć. Do domu Margaret jest już niedaleko.

- She's burning up, she has a fever - Eira said, dispelling all doubts from the bay centaur. And then she frowned. - She needs help. And I don't know anything about treating human children... We have to hurry. Margaret's house isn't far away.




- Ja ją wezmę - powiedziała Argena, podchodząc bliżej.
- Dobrze - skinęła głową szamanka. - Weź ją. Musimy znaleźć miejsce na ognisko, zrobię jej napar z kory wierzby, żeby choć trochę zbić gorączkę. Ale nie wiem, co więcej mogłabym jej dać... To już zostawię wiedźmom. 

- I'll take her - Argena said, stepping closer.
- Good - the shaman nodded. - Take her. We need to find a place for a fire, and I'll make her a willow bark infusion to bring down her fever a little. But I don't know what else I could give her... I'll leave that to the witches.


Olve pomógł posadzić dziewczynkę na grzbiecie siwej centaurydy. Dziecko wciąż się nie obudziło. Mamrotało coś chyba, ale nie mogli rozróżnić ani jednego słowa. 

Reidar, kary centaur, który był przywódcą oddziałku towarzyszącego Eirze, stał z boku i nawet się nie odzywał. Owszem, dowodził. Ale jeśli Eira coś postanowiła, to już nie mógł nic na to poradzić. Choć osobiście uważał branie dziecka za niepotrzebny kłopot... Wolał się jednak nie odzywać. Jego zdanie nie miało tu najmniejszego znaczenia.

Olve helped lift the girl onto the gray centaurid's back. The child still hadn't woken up. She seemed to be mumbling something, but they couldn't make out a single word.

Reidar, the black centaur who was the leader of Eira's little unit, stood to the side and didn't even speak. Yes, he was in charge. But if Eira had decided something, there was nothing he could do about it. Although he personally considered taking the child an unnecessary hassle... He preferred not to speak. His opinion didn't matter in the slightest.




- Musisz ją trzymać, inaczej spadnie - Eira z czułością pomagała usadowić dziecko na grzbiecie wojowniczki.
- Będę ją asekurować - przytaknęła Argena.
- Będę szła obok.

Reidar skinął na młodego. Wyforsowali się na przód, nic nie mówiąc. Bo i nie było co strzępić języka. Musieli znaleźć miejsce na ognisko.

- You have to hold her, or she'll fall - Eira tenderly helped to put the child on the warrior's back.
- I'll hold her - Argena agreed.
- I'll walk beside you.

Reidar nodded to the greenhorn. They pushed forward without saying a word. There was no point in wasting their time. They had to find a place for a fire.



Ciąg dalszy nastąpi...

To be continued...

niedziela, 26 lipca 2026

Kruk z wieściami ze stolicy, wilk, obcy i lawenda | Raven with news from capital, wolf, stranger and lavender

Lista poprzednich odcinków Opowieści z Wiedźmiego Świata.


Był wczesny ranek, na gałązkach drzew za oknem widać było resztki szronu. To była pierwsza tak zimna noc i zapowiadała, że lada dzień może spaść śnieg. Tove i Minerva krzątały się w Zielarni ucierając zioła w moździerzu i szykując mieszanki na kaszel, katar i gorączkę. Trzeba było przygotować zapasy na zimę, bo do małego sklepiku zaglądali mieszkańcy z miasteczka i okolic. 

It was early morning, and remnants of frost were visible on the tree branches outside the window. It was the first night this cold, and it promised snow any day now. Tove and Minerva bustled in the Herbal Shop, grinding herbs in a mortar and pestle, preparing mixtures for coughs, colds, and fevers. They needed to stock up on supplies for the winter, as the small shop was visited by residents from the town and surrounding areas.

Obie oderwały się od swojej pracy, gdy w drzwiach Zielarni stanęła Margaret. Trzymała sporą skrzynkę wypełnioną pęczkami suszonych ziół.
- Margaret! A co ty tu robisz tak wcześnie? - Tove uśmiechnęła się serdecznie do przyjaciółki.
- Wyjechałam przed świtem. I tak nie mogłam spać. Mrok ma dziś dobry dzień, nie ociągał się. Poza tym chcę jak najszybciej wrócić do domu.

They both looked up from their work when Margaret appeared in the doorway of the Herbal Shop. She was holding a large box filled with bunches of dried herbs.
- Margaret! What are you doing here so early? - Tove smiled warmly at her friend.
- I left before dawn. I couldn't sleep anyway. Darkness is having a good day today, he didn't linger. Besides, I want to get home as soon as possible.

- Ach ten twój Mrok, kapryśne konisko - zaśmiała się Tove. 
- Kapryśne - przyznała Margaret. Zaraz jednak stanęła w obronie karego. - Ale poczciwe. I nie płoszy się od byle gałązki na zakręcie. 
- Och, no pewnie. Tylko czasami udaje, że zapomniał jak się ciągnie wóz - dodała Minerva wesoło.

- Oh, that Darkness of yours, a capricious horse - Tove laughed.
- Capricious - Margaret admitted. But she quickly defended the black one. - But decent. And he doesn't get spooked by a twig at a bend.
- Oh, sure. He just pretends sometimes to have forgotten how to pull a wagon - Minerva added cheerfully.


- No bywa - nie zaprzeczyła Margaret. Zaraz jednak zmieniła temat. - Miałaś wieści od Ragnvalda? Kiedy wracają ze stolicy?
- Przysłał kruka - potwierdziła Tove. - Zostają na dłużej. Coś się... pokomplikowało.
Margaret przyglądała się uważnie wiedźmie ziemi. Czegoś jej nie chciała powiedzieć. Lub nie mogła. Znała Tove zbyt długo, żeby próbować wycisnąć z niej cokolwiek. Nie może, to nie. Powie, gdy przyjdzie czas.
- Szkoda - westchnęła tylko. - Sven znów przegapi wizytę Eiry.

- Well, it happens - Margaret didn't deny. But she quickly changed the subject. - Have you heard from Ragnvald? When are they returning from the capital?
- He sent a raven - Tove confirmed. - They're staying longer. Something's... complicated.
Margaret watched the earth witch carefully. There was something she didn't want to tell her. Or couldn't. She'd known Tove too long to try to squeeze anything out of her. If she can't, she won't. She'll tell her when the time comes.
- That's a shame - she sighed. - Sven will miss Eira's visit again.



- Faktycznie! - Tove odłożyła moździerz i wytarła dłonie z okruszków ziół. - Ależ będzie zawiedziony. Tak bardzo chciał ją spotkać. Niestety, Aldara nadal potrzebuje, żeby Ragnvald towarzyszył jej w stolicy... Chłopcy muszą więc na niego poczekać, aż będzie mógł opuścić zamek.

Margaret drgnęła na dźwięk imienia Prawej Ręki Królowej. Szybko jednak zaczęła ściągać szal, aby ukryć zmieszanie. Tove w tym czasie zaczęła przyglądać się przywiezionym ziołom.

- Indeed! - Tove set down the mortar and wiped the herb crumbs from her hands. - He'll be so disappointed. He wanted to meet her so badly. Unfortunately, Aldara still needs Ragnvald to accompany her in the capital... So the boys must wait for him until he can leave the castle.

Margaret flinched at the sound of the Queen's Right Hand's name. However, she quickly began to pull off her shawl to hide her confusion. Meanwhile, Tove began to examine the herbs she had brought.




- Całe szczęście, że znalazłaś jeszcze melisę - uśmiechnęła się rudowłosa wiedźma, przeglądając zawartość skrzynki. - Przyda mi się.
- Nam wszystkim - wymamrotała Minerva za jej plecami, na tyle jednak głośno, że obie kobiety usłyszały to doskonale.

- Luckily you found some lemon balm - the red-haired witch smiled, looking through the contents of the box. - I'll need it.
- For all of us - Minerva muttered behind her, loud enough for both women to hear perfectly.




- O melisie mówiąc... Dam Ci spróbować mieszanki, którą właśnie testuję - Tove schyliła się pod blat i wyciągnęła gliniane kubki. 
- Z chęcią spróbuję - powiedziała Margaret i usiadła przy kominku, żeby ogrzać się trochę po podróży. 

- Speaking of lemon balm... I'll let you try the blend I'm testing - Tove leaned under the counter and pulled out the clay mugs.
- I'd love to try it - Margaret said, and sat down by the fireplace to warm herself up after the journey.


- Co u Hedwigi? - zagadnęła Minerva.
- Dobrze. Choć od wczoraj narzeka na kolano. 
- Ha! Czyli śniegi tuż tuż - Minerva pokiwała głową.
- Tuż tuż - potwierdziła najmłodsza zielarka. - Ale wiesz, jaka jest Hedwiga. Kolano może i boli, ale nie odpuszcza i szykuje się jak na zimę stulecia.
- Jak co roku - prychnęła Minerva.
- Dokładnie - Margaret mrugnęła porozumiewawczo.

- How's Hedwig? - Minerva asked.
- Fine. Although she's been complaining about her knee since yesterday.
- Ha! So the snow is just around the corner - Minerva nodded.
- Just around the corner - the youngest herbalist confirmed. - But you know how Hedwig is. Her knee may hurt, but she's not giving up and she's getting ready for the winter of the century.
- Like every year - Minerva snorted.
- Exactly - Margaret winked knowingly.



- Ta zima może być inna - cicho powiedziała Tove, podając kubki z naparem Minervie. 
Ledwie jednak starsza wiedźma przekazała jeden Margaret, drzwi do Zielarni znów się otworzyły. Stanęła w nich Aurora.

- This winter might be different - Tove said quietly, handing the cups of brew to Minerva.
But no sooner had the older witch handed one to Margaret than the door to the Herbal Shop opened again. Aurora stood there.






- Dzień dobry! - zawołała od progu. Towarzyszył jej wielki wyżeł skagelandzki z psiarni Ragnvalda. Choć był potężny, wobec ludzi był niezwykle łagodny. Lepiej jednak było go nie denerwować. Skagelandczyki były głównie psami myśliwskimi, jednak potrafiły stanąć w obronie swoich właścicieli z niezwykłą zażartością.

- Good morning! - she called from the doorway. She was accompanied by a large Skageland pointer from Ragnvald's kennel. Although powerful, he was remarkably gentle with people. It was best not to anger him, however. Skagelanders were primarily hunting dogs, but they could defend their owners with extraordinary ferocity.


- Gdzie byłaś? - Tove uśmiechnęła się do córki. 
- Próbowałyśmy znaleźć z Elizą trochę mrozików - Aurora wskazała na koszyk, w którym smętnie przetaczało się kilka grzybków.
- Ale?
- Ale wystraszył nas wilk - Aurora była wyraźnie poruszona. - I zawróciłyśmy.
- Wilk? - zapytały wszystkie trzy wiedźmy równocześnie.

- Where were you? - Tove smiled at her daughter.
- Eliza and I were trying to find some frost mushrooms - Aurora pointed to a basket in which a few mushrooms were rolling sadly.
- But?
- But a wolf scared us - Aurora was clearly shaken. - And we turned back.
- A wolf? - all three witches asked simultaneously.



- Wilk. Ten sam, co tydzień temu - Aurora zaczęła opowiadać. - Wystraszył mnie ostatnio nad strumieniem, więc dzisiaj wzięłam ze sobą Conriego. On go wywęszył i nas ostrzegł. Ale ten wilk jest dziwny, nie zareagował. Nie uciekł, tylko stał i patrzył. A wielki jest...
- Widziałam go koło naszej chaty! - wtrąciła Margaret. - Dwa dni temu.

- A wolf. The same one from last week - Aurora began. - He scared me last time at the stream, so I took Conrie with me today. He smelled it and warned us. But this wolf is strange, he didn't react. He didn't run away, he just stood there and watched. And he's huge...
- I saw him near our cottage! - Margaret interjected. - Two days ago.



- Czy to nie z tym wilkiem widziano obcego? - zapytała poruszona Minerva.
- Chyba tak - przytaknęła Aurora, przysiadając na oparciu fotela obok Margaret. - Ja dzisiaj nie widziałam człowieka, ale Eliza mówiła to samo. Kilka osób widziało, jak podchodził do niego mężczyzna. Nikt stąd.
- Kim on może być? I co tu robi? Nie podoba mi się, że będzie się tu pałętał przez zimę - Tove również wyglądała na zdenerwowaną.

- Wasn't that the wolf the stranger was seen with? - Minerva asked, agitated.
- I think so - Aurora agreed, sitting on the back of the chair next to Margaret. - I didn't see a human today, but Eliza said the same thing. Several people saw a man approach him. Nobody from here.
- Who could he be? And what's he doing here? I don't like the idea of ​​him hanging around here all winter - Tove also looked nervous.


- Tak samo pomyślałyśmy - Aurora przytaknęła matce. - Przecież teraz już stąd nie odejdzie przed zimą, bo niby dokąd? Rozglądałam się za nim. Ale widziałam tylko wilka.
- Obcy z oswojonym wilkiem - Tove zamyśliła się. - Dziwna sprawa. I to akurat teraz...
- Teraz? - Aurora popatrzyła zdziwiona.
- No... tak przed samą zimą. Kto podróżuje o tej porze roku poza głównymi traktami? - wiedźma ziemi upiła łyk z kubka, aby ukryć zmieszanie. 

- We thought the same - Aurora agreed with her mother. - But he won't leave here before winter, where else would he go? I looked around for him. But all I saw was a wolf.
- A stranger with a tamed wolf - Tove mused. - That's strange. Especially now...
- Now? - Aurora looked surprised.
- Well... just before winter. Who travels off the main roads this time of year? - The earth witch took a sip from her cup to hide her confusion.



- Conri też go dzisiaj nie widział - z przekonaniem powiedziała Aurora, wskazując na wyżła. - Pokazałby.
- Poproszę Haralda, żeby wysłał patrole dookoła miasteczka - powiedziała Tove. - A jeśli to nie pomoże, to gdy wróci Torvald z pewnością weźmie kilku myśliwych i spróbują go wytropić.

- Conri didn't see him today either - Aurora said confidently, pointing at the pointer. - He would have shown him to me.
- I'll ask Harald to send patrols around the town - Tove said. - And if that doesn't help, when Torvald gets back, he'll surely take a few hunters and try to track him down.


- Dobry pomysł. Nie mam nic do  wilków, pełno ich tu po lasach. Ale ten sprawia, że przechodzą mnie ciarki po karku - powiedziała Margaret.
- To prawda - zgodziła się Aurora.

- Good idea. I have nothing against wolves, there are plenty of them in the woods here. But this one sends shivers down my spine - said Margaret.
- That's true - Aurora agreed.



- Pora na mnie - Margaret podniosła się z fotela. - Jadę do domu.
- Nie zapomnij zabrać lawendy! - Minerva wskazała na kosz wypełniony fioletowymi pęczkami.
- Nie zapomnę. Obie, Hedwiga i Eira, nie dałyby mi żyć - skrzywiła się wiedźma. 

- Time for me - Margaret rose from her chair. - I'm going home.
- Don't forget to take the lavender! - Minerva pointed to the basket filled with purple bunches.
- I won't forget. Both Hedwig and Eira wouldn't let me live - the witch grimaced.




- Uważaj na siebie - Aurora popatrzyła swoimi szarymi, przenikliwymi oczami na Margaret. 
- Nie mów mi tylko, że właśnie widziałaś moją marną przyszłość w paszczy dziwnego, przerośniętego wilka - prychnęła zielarka odwracając się do dziewczyny.  Doskonale wiedziała, że przeczucia Aurory tak nie działają, ale zawsze droczyła się z przyjaciółką w tej kwestii.
- Nie, poza tym bardziej bałabym się o wilka - rudowłosa mrugnęła okiem szelmowsko. - Po prostu uważaj. A zmiany cię czekają, może jeszcze dziś. 

- Be careful - Aurora looked at Margaret with her piercing gray eyes.
- Don't tell me you just saw my miserable future in the jaws of a strange, overgrown wolf - the herbalist snorted, turning to the girl. She knew perfectly well that Aurora's premonitions didn't work that way, but she always teased her friend about it.
- No, besides, I'd be more worried about the wolf - the redhead winked mischievously. - Just be careful. Changes in your life are coming, maybe even today.




- Świetnie - parsknęła Margaret. - Wiesz, jak ja kocham zmiany i wywracanie życia do góry nogami.
- Wiem. Ale nic na to nie poradzisz - Aurora westchnęła. 
Przekomarzające się wiedźmy nie zwróciły uwagi, że Tove nagle sposępniała i zamyśliła się. Szybko jednak otrząsnęła się z rozmyślań i uśmiechnęła się, udając, że nic się nie dzieje.

- Great - Margaret snorted. - You know how I love change and turning my life upside down.
- I know. But there's nothing you can do about it - Aurora sighed.
The teasing witches didn't notice that Tove had suddenly grown gloomy and lost in thought. However, she quickly shook herself out of her thoughts and smiled, pretending that nothing was happening.


Margaret wzięła kosz pełny lawendy i ruszyła ku drzwiom. Na odchodne rzuciła.
- Przywieźć wam coś od Seleny? A może macie coś do przekazania? Podjadę jeszcze odebrać zboże dla jej zwierząt od Vidara i jutro pojadę do niej z zapasami. 
- Nie, wszystko, o co prosiła, już jej przekazałam - powiedziała Tove. 
- Dobrze. To do zobaczenia!

Margaret took the basket full of lavender and headed for the door. She said as she left.
- Should I bring you something from Selena? Or perhaps you have something to give? I'll go pick up some grain for her animals from Vidar and then go to her tomorrow with the supplies.
- No, I've already given her everything she asked for - Tove said.
- Fine. See you then!



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...