sobota, 1 sierpnia 2026

Dziecko z lasu, cz. 2 | A child from the forest, part II


Lista poprzednich odcinków Opowieści z Wiedźmiego Świata.


Margaret wracała z Salvii do domu, zostało jej może pół godziny drogi. Wciąż rozmyślała nad dziwnym zachowaniem Tove. Przyłapała ją kilka razy na posępnym zamyśleniu, gdy właścicielka Zielarni myślała, że nikt nie widzi jej miny i zmarszczonego czoła... Działo się coś złego. I choć Margaret nie miała intuicji Aurory, to od dawna czuła, że coś wisi w powietrzu. Zaskakujący i bardzo pospieszny wyjazd Ragnvalda do stolicy zaniepokoił ją nawet bardziej. Co u licha sprawiło, że ten "przecież jestem na emeryturze" zrzęda zerwał się jak oparzony i ruszył do Skogborgu?

Na pewno coś złego, ot co.

Margaret was driving home from Salvia, perhaps half an hour away. She was still pondering Tove's strange behavior. She'd caught her several times in a gloomy reverie, when the owner of the Herbal Shop thought no one saw her expression or the furrowed brow... Something was wrong. And although Margaret didn't have Aurora's intuition, she'd long sensed something was brewing. Ragnvald's surprising and extremely hasty departure for the capital had worried her even more. What on earth had made this "I'm retired" grumpy man jump up and head for Skogborg?

Definitely something wrong, that's what it was.


Jej niewesołym rozmyślaniom towarzyszył miarowy turkot kół cięższego teraz wozu. Wiozła zapasy ziarna dla Seleny. Będzie musiała się spieszyć, żeby zdążyć przed pierwszymi opadami śniegu. Zresztą nie chciała zostawiać Hedwigi samej, zwłaszcza teraz, jak ten wilk kręcił się w pobliżu. Wilk i obcy. Licho ich tu przygnało... 

Her gloomy thoughts were accompanied by the steady clatter of the wheels of the now heavier wagon. She was carrying grain supplies for Selena. She would have to hurry to make it before the first snowfall. Besides, she didn't want to leave Hedwig alone, especially now, with that wolf prowling nearby. The wolf and the stranger. The Likho had driven them here...


W oddali zamajaczyły sylwetki kilku jeźdźców. Czyżby nie w porę pomyślała o tym nieszczęsnym lichu? Ech, żeby jeszcze była przesądna.

Im bardziej jednak domniemani jeźdźcy zbliżali się do jej wozu, tym mniej przypominali jeźdźców.
- A niech mnie, centaury! - syknęła Margaret zaskoczona. Oczekiwała Eiry, ale nie całego stada. Dlaczego nie przyjechała, jak zwykle, z jednym towarzyszem? 

The silhouettes of several riders loomed in the distance. Had she thought of that unfortunate Likho at the wrong time? Oh, if only she was superstitious at all.

But the closer the supposed riders approached her wagon, the less they resembled riders.

- Centaurs, damn me! - Margaret hissed in surprise. She had expected Eira, but not the entire herd. Why hadn't she arrived, as usual, with a single companion?



Na czele szli dwaj wojownicy w skórzanych zbrojach. Oczywiście byli ledwie ubrani. Czy im kiedykolwiek bywało zimno? Choć mroźny poranek zmienił się w całkiem ładny, jesienny dzień, to Margaret siedziała na koźle owinięta w ciepły koc i wcale nie było jej za ciepło. Wręcz przeciwnie. W cieniu drzew robiło się chłodno i naprawdę chciała już usiąść przy płonącym wesoło kominku.

W sumie nie powinna się dziwić. W zeszłym roku widziała, jak Eira bez zawahania weszła do strumienia niemal po brzuch, choć na ziemi leżał już pierwszy śnieg. I też nie wyglądała, jakby to robiło na niej jakiekolwiek wrażenie.

Two warriors in leather armor walked at the front. They were, of course, barely clothed. Had they ever been cold? Although the frosty morning had turned into a rather pleasant autumn day, Margaret sat on the box seat, wrapped in a warm blanket, and she wasn't at all warm. Quite the opposite. It was getting chilly in the shade of the trees, and she really wanted to sit by the cozy fire.

She shouldn't have been surprised. Last year, she'd seen Eira without hesitation step almost belly-deep into a stream, even though the first snow was already on the ground. And she didn't seem to mind it at all.



Centaury szły prosto na nią, więc Margaret wstrzymała karego. Zatrzymała wóz i czekała, aż magiczni mieszkańcy Puszczy podejdą bliżej.

A było na co popatrzeć. Dumni wojownicy szli równym stępem, z marsowymi minami. Starszy trzymał w dłoni potężny, pięknie zdobiony topór. Młodszy nie wyciągnął broni, ale nie wyglądał bynajmniej na bezbronnego.

The centaurs were heading straight for her, so Margaret halted her horse. She stopped the wagon and waited for the magical inhabitants of the Forest to approach.

And it was a sight to behold. The proud warriors walked at a steady pace, their expressions stern. The elder held a large, beautifully crafted axe. The younger didn't draw his weapon, but he didn't look defenseless at all.


Wydawało jej się, że pamięta tego starszego z którejś poprzedniej wizyty szamanki. Ale nie była pewna. Ich pomalowane twarze wyglądały bardzo podobnie. Podeszli blisko do jej wozu. Zagapiła się na nich i zanim zastanowiła się nad tym, co mówi, palnęła:
- Już zapomniałam, że jesteście tacy piękni.

She thought she remembered the older warrior from one of the shaman's previous visits. But she wasn't sure. Their painted faces looked very similar. They approached her wagon. She stared at them, and before she could think about what she was saying, she blurted out:
- I'd forgotten how beautiful you are.


Obu wojowników zamurowało. Takiego przywitania się nie spodziewali. Prędzej oczekiwaliby trwożliwego skinienia, milczenia, czy nawet okrzyku przestrachu. Ale to? 

Zza ich pleców rozległ się serdeczny śmiech. 

Both warriors were stunned. They hadn't expected such a greeting. They would have expected a timid nod, silence, or even a cry of fear. But this?

A hearty laugh echoed from behind them.


- Zdaje się, że wygrałam zakład - mijając Reidara szamanka poklepała go po ramieniu, wciąż śmiejąc się pod nosem. - Mówiłam, że to wóz Margaret, i że z pewnością się was nie wystraszy. 

- I think I won the bet - The shaman patted Reidar on the shoulder as she passed him, still laughing. - I told you it was Margaret's wagon, and she certainly wouldn't be scare of you.



- Eira! - Margaret uśmiechnęła się do szamanki. - Czekałam na ciebie.
Centauryda podeszła do wozu i podała jej rękę. Uścisnęły się serdecznie. 
- Witaj wiedźmo. Wiesz, że z przyjemnością cię odwiedzam. Ale pamiętaj, że i ty jesteś mile widziana nad Srebrną Rzeką. Powiedz słowo, a dostaniesz Pieczęć i będziesz mogła nas odwiedzić.
- Kiedyś - zielarka pokiwała głową. - Kiedyś skorzystam z tego zaproszenia.
- Trzymam cię za słowo.

- Eira! - Margaret smiled at the shaman. - I've been waiting for you.
The centauride approached the wagon and offered her her hand. They shook hands warmly.
- Well met, witch. You know I'm happy to visit you. But remember, you're welcome on the Silver River too. Say the word, and you'll receive the Seal and be able to visit us.
- Someday - the herbalist nodded. - Someday I'll take you up on that invitation.
- I shall hold you to your promise.



Gdy wymieniały powitania, do wozu podeszła siwa centauryda. Margaret rozszerzyła oczy ze zdumienia. Na grzbiecie wojowniczki siedziała... dziewczynka!
Wiedźma popatrzyła pytająco na Eirę.
- Znaleźliśmy to dziecko niedaleko stąd, ukryte w lesie. Jest sama. I chora. Argeno, podejdź tu z nią proszę.

As they exchanged greetings, a gray centauride approached the wagon. Margaret's eyes widened in surprise. On the warrior's back sat... a girl!
The witch looked questioningly at Eira.
- We found this child not far from here, hidden in the forest. She's alone. And sick. Argena, please come here with her.




Szamanka delikatnie ściągnęła dziecko z grzbietu Argeny, jakby zupełnie nic nie ważyło. Teraz Margaret zorientowała się, że dziewczynka spała lub była nieprzytomna. Niezdrowe wypieki na buzi świadczyły o tym, że musiała mieć wysoką gorączkę. Jej sukienka była cała podarta i ubłocona. Jakim cudem to dziecko nie zamarzło nocą na śmierć? Miała na oko jakieś dziesięć lat, może jedenaście. Choć wysoka na swój wiek, była przeraźliwie szczupła.

The shaman gently lifted the child from Argena's back as if she weighed nothing at all. Now Margaret realized the girl was either asleep or unconscious. The unhealthy flush on her face indicated she must have had a high fever. Her dress was torn and muddy. How on earth had this child not frozen to death during the night? She was about ten years old, maybe eleven. Although tall for her age, she was frighteningly thin.




- Dałam jej trochę kory wierzby, ale nie wiem, jaka dawka jest bezpieczna dla takiego chuchra - Eira obchodziła się z dzieckiem bardzo ostrożnie, jakby było ze szkła. - Stwierdziliśmy, że lepiej, abyś ty się nią zajęła.
Uwadze Margaret nie uszło, że wojowniczka, która wiozła dziewczynkę, czule pogłaskała jej głowę. Prawie białe włosy centaurydy zamigotały, gdy jakiś zabłąkany promyk słońca przedarł się przez korony drzew. Rzeczywiście, Srebrzysta. Imię pasowało doskonale.
- Poczekaj, zrobię jej miejsce na wozie - Margaret odrzuciła koc i wstała z kozła. 

- I gave her some willow bark, but I don't know what dose is safe for such a weakling - Eira handled the child very carefully, as if she were made of glass. - We decided it was better for you to take care of her.

It didn't escape Margaret's notice that the warrior carrying the girl tenderly stroked her head. The centauride's almost white hair shimmered as a stray ray of sunlight filtered through the treetops. Indeed, Silver. The name fit perfectly.
- Wait, I'll make room for her on the wagon - Margaret threw back the blanket and rose from the box.




Gdy Margaret poprzestawiała worki z ziarnem, Eira położyła dziewczynkę na dnie wozu. Wiedźma wyciągnęła spod kozła zapasowy koc, który Hedwiga wcisnęła jej przed wyjazdem. Nagle zamarła. Przypomniało jej się, co stara zielarka powiedziała przed świtem: "Weź go, ktoś dziś na pewno z niego skorzysta". A później jeszcze przeczucie Aurory...
Nagle Margaret syknęła. Otulając dziecko kocem dotknęła jej dłoni i poczuła silny impuls... Mrowienie sięgnęło aż jej łokcia. 
- A, no właśnie... - Eira popatrzyła na nią z dziwnym wyrazem twarzy. - Okazało się, że ten źrebak jest magiczny. I to bardzo. Początkowo nie poczułam, gorączka zaciemniła całkiem aurę, a w jej głowie był i jest tylko chaos. Ale wygląda na to, że mała ma prawdziwy dar. 

As Margaret rearranged the grain sacks, Eira placed the girl in the bottom of the wagon. The witch pulled out from under the box the spare blanket Hedwig had thrust at her before she left. Suddenly, she froze. She remembered what the old herbalist had said before dawn: "Take it, someone will definitely use it today." And then Aurora's premonition...
Suddenly, Margaret hissed. As she wrapped the blanket around the child, she touched her hand and felt a strong impulse... A tingling sensation reached her elbow.
- Oh, right... - Eira looked at her with a strange expression. - It turns out that foal is magical. Very magical. At first, I didn't feel it, the fever had completely darkened her aura, and her mind was, and is, nothing but chaos. But it seems the little one has considerable gift.



Margaret nic nie odpowiedziała. Wzmocniła swoje osłony, żeby znów nie oberwać magicznym impulsem i przyłożyła dłoń do czoła dziewczynki. Było rozpalone.
- Nie ma co gadać. Jedźmy do chaty, przygotuję dla niej leki. Mówiła coś? Czy cały czas była nieprzytomna?

Margaret didn't respond. She strengthened her shields to avoid another magical impulse and placed her hand on the girl's forehead. It was burning. 
- There's no point in talking. Let's go to the cottage, and I'll prepare some medicine for her. Did she say anything? Or was she unconscious the whole time?


- Tylko mamrotała, niewyraźnie - odpowiedziała szamanka. - I nie jestem pewna, w jakim języku.
- Jeszcze lepiej. Nie miała wiedźma kłopotu... - burknęła Margaret. - Co ty mi tu podrzucasz, co? Kukułcze jajo.
Uwagi wiedźmy nie umknął fakt, że kary centaur pokiwał głową na jej słowa. Aha, czyli to centaurydy postanowiły ratować dzieciaka.
- Ha, kukułeczka... - Eira uśmiechnęła się pod nosem. - Może i tak, ale teraz to twoje jajo.
- Jak to moje? - Margaret nie kryła zaskoczenia.
- Wasze losy są splecione, ona potrzebuje opiekunki - szamanka wzruszyła ramionami.
- Ja się do tego nie nadaję. Doskonale wiesz, że nie zamierzam zostać matką ani dziś, ani za trzy dekady, ani nigdy. Mam za dużo innych rzeczy na głowie - Margaret fuknęła, zła jak osa. - Przygarniać dzieci też nie zamierzam.
- Nie wiem, czy masz tu jakiś wybór - szamanka ponownie wzruszyła ramionami. 

- She was just mumbling, indistinctly - the shaman replied. - And I'm not sure what language.
- As if we didn't have enough trouble already...... - Margaret grumbled. - What are you trying to tell me, huh? A cuckoo's egg.
The witch didn't miss the fact that the black centaur nodded at her words. Aha, so it was the centaurides who decided to save the child.
- Ha, cuckoo... - Eira smiled to herself. - Maybe so, but it's your egg now.
- What do you mean, mine? - Margaret couldn't hide her surprise.
- Your fates are intertwined, she needs a guardian - the shaman shrugged.
- I'm not cut out for that. You know perfectly well I don't intend to become a mother, not today, nor in three decades, nor ever. I have too many other things on my mind - Margaret huffed, furious as a hornet. - I don't intend to take in children either.
- I don't know if you have any choice here - the shaman shrugged again.


- Żartujesz sobie? - wiedźma spojrzała groźnie.
- Nie - odpowiedziała po prostu Eira. - Ale możemy poroztrząsać ten problem w drodze do chaty. Dziecko potrzebuje ciepłego domu i leków.
Margaret nic nie odpowiedziała. Mamrocząc pod nosem przekleństwa wróciła na kozioł i strzeliła lejcami. Zaskoczony Mrok ruszył żwawo, a koła wozu znów zaterkotały na leśnej drodze.

- Are you kidding? - the witch glared.
- No - Eira replied simply. - But we can discuss this on the way to the cottage. The child needs a warm home and medicine.
Margaret said nothing. Muttering curses under her breath, she returned to the box and snapped the reins. Startled, the Darkness sped off briskly, and the wagon wheels clattered again along the forest road.



- Nie złość się - Eira odezwała się po kilku krokach. - Widać tak miało być. 
Margaret zmęłła w ustach kolejne przekleństwo. W końcu powiedziała:
- Ostatnio dzieje się dużo dziwnych rzeczy. Pojawienie się w lesie dziecka z tak silnym magicznym darem też jest dziwne. 
- To prawda - skinęła głową Eira. - Myślałam, że już nie miewacie takiego talentu. Ragnvald i Tove są jednymi z ostatnich.

- Don't be angry - Eira said after a few steps. - It seems it was meant to be.
Margaret choked on another curse word. Finally, she said,
- A lot of strange things have been happening lately. A child with such a strong magical gift appearing in the forest is also strange.
- That's true - Eira nodded. - I thought you human beings no longer had such a talent. Ragnvald and Tove are among the last.



- A ty mi mówisz, że to moje jajo... - sapnęła ze złości Margaret. - To z pewnością jakaś pomyłka złośliwego losu.
- Nie wierzysz przecież w takie rzeczy - roześmiała się Eira. - Poza tym, zobaczymy...

Ciąg dalszy nastąpi...

- And you're telling me it's my egg... - Margaret gasped angrily. - This must be some twist of fate.
- You don't believe in such things, do you? - Eira laughed. - Besides, we'll see...

To be continued...

piątek, 31 lipca 2026

Dziecko z lasu cz. 1 | A child from the forest, part I


Lista poprzednich odcinków Opowieści z Wiedźmiego Świata.


Argena i Olve jechali na czele ich małej wyprawy lustrując drogę. Zbliżali się do ludzkich osiedli i nie chcieli wpaść niespodziewanie na jakiegoś kupca lub wędrowca. Mogłoby się to różnie skończyć... Choć Skagelandczycy byli oswojeni z magią w jakimś stopniu, to jednak widok centaurów nie był dla nich codziennością. Ba! Być może nawet zapomniano już o magicznych stworzeniach z głębi Puszczy i żyły one dla ludzi tylko w starych podaniach i legendach? Oni sami nie mieli jeszcze styczności z ludźmi. Ich klan mieszkał daleko stąd, na północnym obrzeżu Puszczy, nad Srebrną Rzeką. Rzadko opuszczali swoje terytorium. Jedynie ich szamanka podróżowała raz lub dwa razy w roku do ludzkich wiedźm, żeby zdobyć u nich zioła i składniki niewystępujące na ich ziemiach.

Gdy tym razem wybrała do ochrony dwójkę młodych zwiadowców, mało nie pękli z dumy i podekscytowania. 

Argena and Olve rode at the head of their small expedition, scouting the road. They were approaching human settlements and didn't want to unexpectedly run into any merchants or travelers. It could have ended in various ways... Although the Skagelanders were somewhat familiar with magic, the sight of centaurs wasn't an everyday occurrence for them. Perhaps the magical creatures from the depths of the Forest had even been forgotten, and for humans they existed only in old tales and legends? They themselves had never met humans. Their clan lived far away, on the northern edge of the Forest, by the Silver River. They rarely left their territory. Only their shaman traveled once or twice a year to the human witches to obtain herbs and ingredients not found in their lands.

When she chose two young scouts to protect her this time, they were almost bursting with pride and excitement.


- Stój - syknęła Argena. - Co to?
Z powalonego, pustego w środku pnia wystawały... Stopy? Tak, to były stopy. W dodatku niewielkie, należące zdecydowanie do niedużej istoty.

Centaury podeszły ostrożnie bliżej. 

- Stop - Argena hissed. - What's that?

Protruding from the fallen, hollow tree trunk were... Feet? Yes, they were feet. Small ones at that, belonging to a distinctly small creature.

The centaurs approached cautiously.



- To chyba dziecko - cicho powiedziała centauryda, zaglądając ostrożnie do kryjówki w pniu. - Ludzkie dziecko.
- Może nie żyje? Co miałoby robić w środku lasu? Czy ludzkie dzieci nie są przypadkiem nieporadne? Zresztą co nas to obchodzi, zostaw je tam - Olve wzruszył ramionami.

- I think it's a child - the centauride said quietly, cautiously peering into the tree trunk. - A human child.
- Maybe it's dead? What would it be doing in the middle of the forest? Aren't human children helpless? Anyway, what do we care? Leave it there - Olve shrugged.



Argena błyskawicznie wyprostowała się i strzeliła towarzysza w potylice. Bynajmniej nie delikatnie.
- Auuuu! - jęknął. - Za co?
- To źrebak, durniu. I żyje. Oddycha. Masz szczęście, że Eira tego nie słyszała...

Argena quickly straightened up and shot her companion in the back of the head. Not gently at all.
- Ouch! - he groaned. - For what?
- It's a foal, you fool. And it's alive. It's breathing. You're lucky Eira didn't hear that...



- Nie słyszała czego? - zza zakrętu wyłoniła się druga para centaurów. Obok dumnego wojownika szła stępem szamanka, kolorowa niczym bajeczny ptak. Wokół jej głowy powiewały wpięte we włosy piórka, a liczne bransolety i ozdoby brzęczały delikatnie niczym dzwonki.

- She didn't hear what? - a second pair of centaurs emerged from around the bend. Beside the proud warrior walked a shaman, as colorful as a fabulous bird. Feathers she had in her hair fluttered around her head, and numerous bracelets and ornaments tinkled delicately like bells.


- Znaleźliśmy ludzkie dziecko. Nieprzytomne. Ten baran chciał je tu zostawić na pewną śmierć - powiedziała Argena z oburzeniem. 
- Dziecko? Tutaj? - Eira nie kryła zaskoczenia.

- We found a human child. Unconscious. That idiot wanted to leave it here to die - Argena said, her voice indignant.
- A child? Here? - Eira couldn't hide her surprise.



W tym momencie dziecko jęknęło cicho i delikatnie się poruszyło, ale nie obudziło się. Trójka centaurów podeszła bliżej.
- Olve, wyjmij je - powiedziała Eira bez zastanowienia. - Tylko delikatnie. 
Młody centaur skoczył natychmiast wykonać polecenie, chcąc zatrzeć złe wrażenie. Widział, że szamanka jest niezadowolona z powodu jego komentarza i nie zamierzał podpaść jej choć odrobinę bardziej.

At that moment, the child moaned softly and moved slightly, but didn't wake. The three centaurs approached.
- Olve, take it out - Eira said without hesitation. - Just be gentle.
The young centaur immediately jumped to obey, wanting to erase the bad impression. He could see that the shaman was displeased with his comment, and he didn't want to anger her even a little more.




Ostrożnie wyciągnął dziecko z kryjówki. Uderzyło go, jak było kruche i drobne. Faktycznie, mały źrebak... Zrobiło mu się jeszcze bardziej głupio. Podniósł delikatnie dziecko i podszedł do szamanki. Miał wrażenie, że skóra małego człowieka go parzy. Czy to normalne?

He carefully pulled the child from the hiding. He was struck by how fragile and small it was. Indeed, a tiny foal... This made him feel even more embarrassed. He gently picked up the child and approached the shaman. He felt as if the little human's skin was burning him. Was this normal?


- Jest rozpalona, ma gorączkę - Eira rozwiała wszelkie wątpliwości gniadego centaura. I zaraz zasępiła się. - Potrzebuje pomocy. A ja nie znam się na leczeniu ludzkich dzieci... Musimy się pospieszyć. Do domu Margaret jest już niedaleko.

- She's burning up, she has a fever - Eira said, dispelling all doubts from the bay centaur. And then she frowned. - She needs help. And I don't know anything about treating human children... We have to hurry. Margaret's house isn't far away.




- Ja ją wezmę - powiedziała Argena, podchodząc bliżej.
- Dobrze - skinęła głową szamanka. - Weź ją. Musimy znaleźć miejsce na ognisko, zrobię jej napar z kory wierzby, żeby choć trochę zbić gorączkę. Ale nie wiem, co więcej mogłabym jej dać... To już zostawię wiedźmom. 

- I'll take her - Argena said, stepping closer.
- Good - the shaman nodded. - Take her. We need to find a place for a fire, and I'll make her a willow bark infusion to bring down her fever a little. But I don't know what else I could give her... I'll leave that to the witches.


Olve pomógł posadzić dziewczynkę na grzbiecie siwej centaurydy. Dziecko wciąż się nie obudziło. Mamrotało coś chyba, ale nie mogli rozróżnić ani jednego słowa. 

Reidar, kary centaur, który był przywódcą oddziałku towarzyszącego Eirze, stał z boku i nawet się nie odzywał. Owszem, dowodził. Ale jeśli Eira coś postanowiła, to już nie mógł nic na to poradzić. Choć osobiście uważał branie dziecka za niepotrzebny kłopot... Wolał się jednak nie odzywać. Jego zdanie nie miało tu najmniejszego znaczenia.

Olve helped lift the girl onto the gray centaurid's back. The child still hadn't woken up. She seemed to be mumbling something, but they couldn't make out a single word.

Reidar, the black centaur who was the leader of Eira's little unit, stood to the side and didn't even speak. Yes, he was in charge. But if Eira had decided something, there was nothing he could do about it. Although he personally considered taking the child an unnecessary hassle... He preferred not to speak. His opinion didn't matter in the slightest.




- Musisz ją trzymać, inaczej spadnie - Eira z czułością pomagała usadowić dziecko na grzbiecie wojowniczki.
- Będę ją asekurować - przytaknęła Argena.
- Będę szła obok.

Reidar skinął na młodego. Wyforsowali się na przód, nic nie mówiąc. Bo i nie było co strzępić języka. Musieli znaleźć miejsce na ognisko.

- You have to hold her, or she'll fall - Eira tenderly helped to put the child on the warrior's back.
- I'll hold her - Argena agreed.
- I'll walk beside you.

Reidar nodded to the greenhorn. They pushed forward without saying a word. There was no point in wasting their time. They had to find a place for a fire.



Ciąg dalszy nastąpi...

To be continued...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...