niedziela, 31 maja 2026

Wezwanie - część 2 | Summons - Part II

Lista poprzednich odcinków Opowieści z Wiedźmiego Świata.
List of previous episodes of Tales from the Witch World.

KOMNATA SUNNEVY, ZAMEK VARREAGATIS

Sunneva siadła ciężko przed lustrem. Ten dzień po prostu ją wykończył. Nie dość, że od rana siedziała w sali tronowej asystując królowi podczas cotygodniowych audiencji, to potężna fala magii prawie ją znokautowała na oczach całego dworu. Całe szczęście, że akurat pojawili się kurierzy i wszyscy byli skupieni na ich wejściu do sali, zbyt zajęci plotkowaniem, by zauważyć, jak Wielki Mag Krigann  prawie zemdlał na podwyższeniu...

Z trudem robiła dobrą minę do złej gry przez resztę dnia. Dopiero teraz, szykując się do snu, mogła odetchnąć. Choć kolczyk, którego nie mogła wyjąć, bo zaplątał się jej we włosy, nieomal doprowdził ją właśnie do płaczu.

SUNNEVA'S CHAMBER, VARREAGATIS CASTLE

Sunneva sat down heavily in front of the mirror. The day had simply exhausted her. Not only had she been sitting in the throne room since morning, assisting the king during his weekly audience, but a powerful wave of magic had nearly knocked her out in full view of the entire court. It was fortunate that the couriers had just arrived, and everyone was focused on their entrance, too busy gossiping to notice Krigann Great Mage nearly fainting on the dais...

She struggled to put on a good face for the rest of the day. Only now, as she prepared for bed, could she breathe a sigh of relief. Although the earring she couldn't remove because it was tangled in her hair had almost brought her to tears.



Nie chciała tego przyznać, ale bała się. Gdy poprzednio Wielcy Magowie używali Smoczej Krwi, była adeptką. Wielkim Magiem Krigann był jej wuj, Edelstan. Zaledwie raz towarzyszyła mu podczas połączenia i nie wspominała tego zbyt dobrze. Pamiętała jednak jego nauki i przestrogi. Podstawową było to, Wezwania nie da się zignorować. 

Doskonale znała historię. Każdy szczegół. Nie z książek i przekłamanych opisów, ale z pierwszej ręki. Od wuja Edelstana, od Ragnvalda i Aldary. Co się w takim razie stało? Kto jest tak zdesperowany, aby sięgnąć po ten sposób przekazywania informacji? I co z... Twierdzą? Wzdrygnęła się.

She didn't want to admit it, but she was afraid. When the Great Mages had previously used Dragon Blood, she had been an adept. It was her uncle, Edelstan, who was the High Mage of Krigann at that time. She had only accompanied him to the link once, and she didn't remember it very well. However, she remembered his teachings and warnings. The fundamental one was that the Call cannot be ignored.

She knew the history perfectly. Every detail. Not from books or distorted versions, but firsthand. From uncle Edelstan, from Ragnvald and Aldara. What had happened then? Who was so desperate to use this method of conveying information? And what about... the Fortress? She shuddered.



Musiała znaleźć kogoś, kto będzie jej towarzyszył. Wiedziała, że może zaufać jedynie Dunstanowi, ale wiedziała, że nie będzie łatwo go przekonać. Choć pewnie i on nie będzie mógł się oprzeć Wezwaniu. Zrezygnowana wstała od toaletki. W tej chwili jedyną rozsądną rzeczą, jaką mogła zrobić, to wyspać się i odpocząć.

She had to find someone to accompany her. She knew she could only trust Dunstan, but she knew it wouldn't be easy to convince him. Though he probably wouldn't be able to resist the Call either. Resigned, she rose from the dressing table. At the moment, the only sensible thing she could do was get some sleep and rest.


DOM TOVE I RAGNVALDA, SALVIA

Tove szukała Ragnvalda po całym domu. Okazało się, że siedział samotnie w Wielkiej Sali. Gdy tylko zobaczyła jego zafrasowaną minę, zamknęła za sobą drzwi i podeszła do stołu.

- Co się stało?
- Przyszedł list od Aldary - mruknął niechętnie Ragnvald. Choć doskonale wiedział, że nie uniknie tej rozmowy, nie bardzo chciał ją zaczynać. Za dobrze jednak znał Tove i nawet nie próbował zmieniać tematu.

TOVE AND RAGNVALD'S HOUSE, SALVIA

Tove searched the house for Ragnvald. She found him sitting alone in the Great Hall. As soon as she saw his worried expression, she closed the door behind her and approached the table.

- What happened?
- A letter from Aldara arrived - Ragnvald muttered reluctantly. Although he knew perfectly well he couldn't avoid this conversation, he wasn'y eager to start it. But he knew Tove too well and didn't even try to change the subject.


- Czy to ma coś wspólnego z twoim "bólem głowy" sprzed dwóch dni? - Tove wbiła w męża wzrok tak przeszywający, że aż poczuł ciarki na plecach.
- Poniekąd...
- Mój ukochany. Możesz odpowiadać mi tak półsłówkami - Tove złapała go za rękę i uśmiechnęła się słodko. - Uprzedzam cię jedna, że źle na tym wyjdziesz.
Ragnvald westchnął. Miała rację. Znał też ten słodki uśmiech i wiedział doskonale, że nie wróżył mu absolutnie nic dobrego. 
- Lepiej usiądź, kochana...

- Does this have anything to do with your 'headache' from two days ago? - Tove fixed her husband with a gaze so piercing it sent shivers down his spine.
- In a way...
- My beloved. You can answer me with half-words like that - Tove grabbed his hand and smiled sweetly. - I'm warning you, though, it won't end well for you.
Ragnvald sighed. She was right. He knew that sweet smile too, and he knew perfectly well that it meant absolutely nothing good.
- You better sit down, dear...



Tove usłuchała, ale teraz miała już jak najgorsze przeczucia. Wiedziała, że Ragnvald wymigiwał się złym samopoczuciem, gdy dwa dni temu zbladł nagle jak ściana i zachwiał się, mało nie przewracając stołu. Może i miał swoje lata, ale nadal był silny jak byk i niejeden młodzik mógł pozazdrościć mu kondycji. 

- I co napisała Aldara? - zapytała, nerwowo obracając turmalinowy wisior w dłoni.
- Jak zwykle oszczędnie - prychnął. - "Smok się obudził. Przyjedź jak najszybciej."

Oczy Tove rozszerzyły się ze zdziwienia. Nie dlatego, że liczyła na dłuższą wiadomość, o nie. Znała Aldarę aż za dobrze. Te dwa krótkie zdania wystarczyły. Poczuła... strach. To był strach, uczucie, które rzadko znajdowało drogę do jej serca. Poczuła... strach. To był strach, uczucie, które rzadko znajdowało drogę do jej serca.
- Czy ona pisze o tym, co myślę?

Tove did, but now she had the worst premonition. She knew that Ragnvald was making excuses about his bad mood when, two days ago, he suddenly turned as pale as a sheet and staggered, almost knocking over the table. He might be old, but he was still as strong as a bull, and many youngsters could envy his stamina.

- And what did Aldara write? - she asked, nervously turning the tourmaline pendant in her hand.
- Sparingly, as always - he snorted. - The dragon has awakened. Come as soon as possible.

Tove's eyes widened in surprise. Not because she'd expected a longer message, no. She knew Aldara all too well. Those two short sentences were enough. She felt... fear. It was fear, a feeling that rarely found its way into her heart.
- Does she write about what I think?


- Niestety, moja droga - Ragnvald westchnął ciężko. - Sam już wczoraj zastanawiałem się, czy nie ruszyć do Skogborgu. Teraz nie ma już nad czym myśleć, wyruszę jutro. Zabiorę ze sobą Torvalda.
- Weź też Svena. Nigdy nie był w stolicy. A przyda wam się do pomocy.
- Będziemy jechać co koń wyskoczy - zaprotestował mag.
- Tak? I kto będzie miał problem nadążyć za kim? Hm? - Tove przekrzywiła głowę i spojrzała krytycznie.
- Racja - Ragnvald uśmiechnął się na myśl o wnuku. - Zatem jutro pojedziemy we trzech.

- Unfortunately, my dear - Ragnvald sighed heavily. - I was already considering heading for Skogborg yesterday. Now there's nothing more to think about, I'll leave tomorrow. I'll take Torvald with me.
- Take Sven too. He's never been to the capital. And he'll be useful to you.
- We'll go at full speed - the mage protested.
- Oh, really? And who'll have trouble keeping up with whom? Hmm? - Tove tilted her head and looked critically at him.
- Right - Ragnvald smiled at the thought of his grandson. - Then the three of us will go tomorrow.


sobota, 30 maja 2026

W sercu Puszczy | In the heart of the Forest



Nadszedł wieczór. Rei szła ścieżkami Hiarty wracając do swoich komnat w Drzewie Sercu. Leśna osada była już cicha, spotykała po drodze nieliczny Leśnych, którzy pozdrawiali ją z szacunkiem. Odpowiadała skinieniem głowy lub cichym pozdrowieniem. Wieczór był chłodny mimo tego, że Hiarta, pełna pradawnej magii, zawsze była najcieplejszym miejscem w Puszczy. Gdzieś w wysokich koronach drzew było słychać delikatny szum deszczu. Rei nie czuła jednak ani kropli - gęste gałęzie tworzyły zielony dach i dopiero prawdziwa ulewa mogła przedrzeć się przez niego. Wokół widać było pełno nocnych świetlików - siedziały na drobnych gałązkach lub latały brzęcząc delikatnie. Oświetlały ścieżki niczym małe latarenki.

Rei była zmęczona. Ostatnie dwa tygodnie przyniosły wiele niepokojących wieści. Fae, harpie i centaury przynosiły wiadomości z każdego zakątka Puszczy i jej granic. Źle się działo. Na południu ludzie próbowali wdzierać się w pradawny las, jakby po tych kilku dziesięcioleciach spokoju zapomnieli, czym to grozi. Leśni eliminowali bezczelnych włamywaczy, ale to nie zniechęcało kolejnych.

Evening came. Rei walked the paths of Hiarta, returning to her chambers in the Heart Tree. The forest settlement was already quiet, she met a few Forest Creatures along the way, who greeted her respectfully. She returned them with a nod or a quiet greeting. The evening was cool, even though Hiarta, steeped in ancient magic, had always been the warmest place in the Forest. Somewhere in the high treetops, the gentle patter of rain could be heard. Rei, however, felt not a drop – the dense branches formed a green roof, and only a full downpour could penetrate it. Night fireflies were everywhere – they perched on small twigs or flew, humming gently. They illuminated the paths like small lanterns.

Rei was tired. The last two weeks had brought much disturbing news. Fae, harpies, and centaurs brought informations from every corner of the Forest and its borders. Something was wrong. In the south, people tried to invade the ancient forest, as if after decades of peace they had forgotten the dangers. Forest Folk eliminated the insolent intruders, but this did not discourage others.

Od południa czuła niepokojące mrowienie skóry. Jakby jakiś owad wciąż wędrował jej po karku w tą i z powrotem, w tą i z powrotem... Ignorowała to dosyć skutecznie w ciągu dnia, ale teraz uczucie nasiliło się nieprzyjemnie. Nagle zrobiło jej się gorąco, mimo późnojesiennego chłodu. Zatrzymała się i zrzuciła kaptur, pozwalając, aby zimne powietrze owionęło jej głowę. Wzięła kilka głębokich wdechów.

Since noon, she'd felt an unsettling tingle on her skin. As if some insect were constantly scurrying back and forth, back and forth, along the back of her neck... She'd ignored it quite effectively during the day, but now the feeling intensified uncomfortably. She suddenly felt hot, despite the late autumn chill. She stopped and threw back her hood, letting the cold air wash over her head. She took several deep breaths.


- To niemożliwe... - szepnęła. Rozpoznała to uczucie, którego miała nadzieję nie doświadczać już nigdy więcej w życiu. - To przecież Wezwanie...

Kto śmiał posłużyć się Smoczą Krwią? Wzywać Pradawnych? Gniew w niej narastał. Wiedziała, że tego nie będzie mogła zignorować. A ignorowanie wszystkiego, co działo się poza Puszczą przez ostatnie dekady, szło jej przecież doskonale. Miała w głębokim poważaniu ludzi, magów i ich marne, krótkie żywota. A teraz będzie musiała poświęcić im swoją uwagę, czy tego chce, czy nie. 

Szły zmiany, a jej się to wcale nie podobało.

- It's impossible... - she whispered. She recognized the feeling she hoped she'd never experience again in her life. - This is the Calling...

Who dared use Dragon Blood? Summon the Ancients? Anger rose within her. She knew she couldn't ignore this. And ignoring everything that had been happening outside the Forest for the past decades had been something she did so well. She couldn't care less about humans, mages, and their miserable, short lives. And now she would have to devote her attention to them, whether she wanted to or not.

Changes were coming, and she didn't like it. At all.

wtorek, 26 maja 2026

Wezwanie - część 1 | Summons - Part I



Aldara od rana siedziała w gabinecie, czytając listy i sprawozdania. Dawno minęło południe i słońce powoli kierowało się w stronę zachodu. Sięgała po kolejne listy niepomna upływu czasu. Na brzegu stołu leżał talerz ze świeżą bułeczką cynamonową, którą służąca przyniosła jej na śniadanie. No cóż, przynajmniej była świeża. Rano.

Prawa ręka królowej posępniała z każdą przeczytaną kartą papieru.

Aldara had been sitting in her study since morning, reading letters and reports. It was long past noon, and the sun was slowly setting. She reached for one letter after another, oblivious to the passage of time. On the edge of the table lay a plate with a fresh cinnamon roll, the one her maid had brought her for breakfast. Well, at least it was fresh. In the morning.

The queen's right hand grew gloomy with each page she read.

To, że coś wisiało w powietrzu, wiedzieli już od dawna. Niepokoje na kislenaarskiej granicy. Raporty szpiegów pełne były informacji o bojówkach siejących zamęt w przygranicznych wioskach. Poruszenia w Puszczy - Leśni pojawiali się na granicy pradawnego lasu znacznie częściej, niż normalnie. Ktoś nawet widział harpie lecące ledwie dzień drogi od Dębowego Grodu. Owszem, z daleka, ale nie zapędzały się tak daleko od swoich siedlisk od lat. Brakowało tylko smoków, ale nie zdziwiłaby się bardzo, gdyby i to pojawiło się w raportach...

I jeszcze jakieś niepojące wzmianki o zarazie... Niestety tutaj informacje były zbyt mętne, nie do końca wiedziała, który obszar Równin miał ucierpieć z jej powodu. Nikt nie miał odwagi zbliżyć się w tamte rejony.

They'd known for a long time that something was brewing. Unrest on the Kislenaar border. Spy reports were full of information about militias wreaking havoc in the border villages. Unrest in the Forest – the Forest Folk were appearing on the edge of the ancient forest much more frequently than usual. Someone had even seen harpies flying a mere day's journey from Oakburg. A long way off, yes, but they hadn't strayed this far from their lairs in years. The only thing missing were dragons, but she wouldn't be surprised if that appeared in the reports too...

And then there were some disturbing mentions of a plague... Unfortunately, the information was too vague, she wasn't entirely sure which area of ​​the Plains was supposed to be affected. No one dared approach those regions.

Nagle jej głowę przeszył ostry ból. Litery zapisane na trzymanym w ręku liście rozmyły jej się przed oczami. Ból nasilał się, a poczucie obecności obcej jaźni napierało na nią z każdej strony.

Suddenly, a sharp pain shot through her head. The letters on the paper in her hand blurred before her eyes. The pain intensified, and the sense of an alien presence pressed against her from every side.

Aldara jęknęła cicho, łapiąc się za głowę. List wypadł jej z ręki. Uczucie czyjejś obecności w jej głowie nasilało się, stając się nie do wytrzymania. Nagle zrozumiała, co się dzieje.

- To niemożliwe... - wyszeptała z wysiłkiem.

Aldara groaned softly, clutching her head. The letter fell from her hand. The feeling of someone's presence in her head intensified, becoming unbearable. Suddenly, she realized what was happening.

- It's impossible... - she whispered with effort.


Rozumiejąc już co się dzieje wzmocniła mentalne blokady. Ucisk zaczął puszczać, ból ustąpił. Powoli wracała jej ostrość widzenia. Ciężko oparła się o stół i wzięła kilka głębokich oddechów.

- Jak, na wszystkie bestie... - wymamrotała ledwie słyszalnym szeptem, choć nikt przecież nie mógł jej usłyszeć. - Tyle lat leżał bezużyteczny, zapieczętowany. Już zapomniałam...

Now understanding what was happening, she strengthened her mental blocks. The pressure began to ease, the pain subsided. Her vision slowly returned. She leaned heavily against the table and took a few deep breaths.

- How, for all the beasts... - she muttered in a barely audible whisper, though no one could hear her. - For so many years it lay useless, sealed away. I'd already forgotten...


Jej serce wróciło do normalnego rytmu. Umysł znów pracował sprawnie, nie czując tej przytłaczającej obecności. O nie, więcej jej nie zaskoczy, teraz będzie się już miała na baczności. Kto to zrobił? Co mogło popchnąć kogokolwiek, żeby w ogóle użyć tego przeklętego kamienia!

Zamarła. No właśnie. Co?

Her heart returned to its normal rhythm. Her mind functioned smoothly again, devoid of that overwhelming presence. Oh no, she wouldn't be surprised again, she'd be on her guard now. Who had done this? What could have possibly motivated anyone to use that cursed stone in the first place!

She froze. Exactly. What?

Schyliła się po upuszczony list. Poprawiła przewrócony kielich. Dobrze, że był już pusty, bo zmarnowałaby cały stos czystych pergaminów.

She bent down to pick up the dropped letter. She adjusted the overturned goblet. It was a good thing it was already empty, or she would have wasted a whole stack of blank parchments.


I co teraz?

Nie przyznałaby się przed nikim, nawet przed samą sobą, ale nie zamierzała używać Smoczej Krwi sama. W zamku nie było nikogo, kto mógłby jej towarzyszyć podczas kontaktu. Co właściwie powinna zrobić? Dobrze wiedziała, że nie zdoła ignorować Wezwania dłużej, niż kilka dni. Nie, jeśli chce zachować zdrowe zmysły.

Nie miała wyjścia. Ragnvald. Był jej jedyną opcją.

So what now? 

She wouldn't admit it to anyone, not even to herself, but she wasn't about to use Dragon's Blood alone. There was no one in the castle who could accompany her during the contact. What exactly should she do? She knew she couldn't ignore the Summons for more than a few days. Not if she wanted to retain her sanity.

She had no choice. Ragnvald. He was her only option.

Sięgnęła po czystą kartę i pióro. Nim jednak jego zaostrzony koniec dotknął pergaminu zawahała się. Co właściwie ma mu napisać? Może sam już poczuł Wezwanie? 

She reached for a blank sheet of paper and a quill. But before its pointed tip touched the parchment, she hesitated. What exactly should she write to him? Perhaps he had already felt the Summons?





Przez dłuższą chwilę trwała nieruchomo nad kartą papieru. W końcu, po swojemu, skreśliła kilka słów. Będzie musiała zanieść list do Kruczej Wieży jak najszybciej. Ale może najpierw zje tą bułeczkę? Dbanie o figurę to jedno, ale chyba trochę przesadziła.

Masując czoło zastanawiała się, co właściwie ich czeka. Wszystko wskazywało na to, że raczej nic dobrego...

For a long moment, she stood motionless over the sheet of paper. Finally, she scribbled a few words. She'd have to get the letter to Raven Tower as soon as possible. But maybe she'd eat that roll first? Taking care of her figure was one thing, but she might have gone a bit overboard.

Rubbling her forehead, she wondered what exactly awaited them. Everything pointed to it being nothing good...



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...