środa, 1 lipca 2026

Dunstan Pustelnik | Dunstan the Hermit

Lista poprzednich odcinków Opowieści z Wiedźmiego Świata.
List of previous episodes of Tales from the Witch World.

KRIGANN, OKOLICE VARREAGATIS

Sunneva szła wzdłuż granicy lasu. Nie zastała Dunstana w jego chacie nad brzegiem morza. Parobek, który u niego pracował pokierował ją do miejsca, gdzie udał się mag. Maszerowała więc w poszukiwaniu uzdrowiciela. Była jednak coraz bardziej zirytowana. Pochmurny poranek był chłodny, nie nastrajał do spacerów. W dodatku gdyby przewidziała ten "spacer", ubrałaby coś wygodniejszego niż suknia... Co chwilę czuła też lekką mżawkę. Nie, to zdecydowanie nie była pogoda na przechadzki po lesie.

KRIGANN, THE AREA AROUND VARREAGATIS

Sunneva walked along the edge of the forest. She didn't find Dunstan in his cottage by the sea. The farmhand who worked for him directed her to where the mage had gone. So she marched in search of the healer. However, she was growing increasingly irritated. The overcast morning was cool, the circumstances were not conducive to walking. Besides, if she had anticipated this "walk," she would have worn something more comfortable than a dress... She also felt a light drizzle every now and then. No, this was definitely not the weather for a walk in the forest.


Nareszcie wypatrzyła z daleka postać Dunstana. Jak gdyby nigdy nic siedział sobie pod drzewem. I... rysował? Przez chwilę nie była pewna, czy dobrze widzi. Ale tak, rozłożony wygodnie na trawie szkicował coś zaostrzonym rysikiem.

She finally spotted Dunstan in the distance. He was sitting under a tree as if nothing had happened. And... drawing? For a moment, she wasn't sure she was seeing correctly. But yes, he was sitting comfortably on the grass, sketching something with a sharpened stylus.



Dunstan był tak skupiony na swojej pracy, że zauważył Sunnevę dopiero, gdy stanęła nad nim, ledwie kilka kroków dalej i przywitała się.
- Witaj Dunstanie.
- A co ty tu robisz?

Dunstan was so focused on his work that he only noticed Sunneva when she stood over him, just a few feet away, and greeted him.
- Hello, Dunstan.
- What are you doing here?


Sunneva westchnęła. Nie powinna była spodziewać się niczego innego. Dunstan nie słynął z uprzejmości i przestrzegania konwenansów. Zamiast odpowiedzieć przyjrzała się rysunkowi w szkicowniku. Przedstawiał jaszczurkę, a dookoła było pełno różnych dopisków. 
- Dawno ich tutaj nie widziałam... Myślałam, że już od dawna ich u nas nie ma.

Sunneva sighed. She shouldn't have expected anything less. Dunstan wasn't known for his politeness or adherence to formality. Instead of answering, she examined a drawing in the sketchbook. It depicted a lizard, and all around it were various notes.
- I haven't seen them here for a long time... I thought they were long gone.



- Za dużo siedzisz w zamku - mruknął Dunstan unosząc głowę znad szkicownika. - Oczywiście, że są. Dziwi mnie jedynie, że ta jeszcze nie ukryła się przed zimą. Musiały ją zmylić ostatnie ciepłe dni...
Wskazał ręką niewielki żółto ubarwione stworzonko skryte w trawie.

- You spend too much time in the castle - Dunstan muttered, looking up from his sketchbook. - Of course they are. I'm only surprised this one hasn't hidden from winter yet. The recent warm days must have confused it...
He gestured to a small, yellow creature hidden in the grass.


Sunneva potrząsnęła głową. Na litość, nie przyszła tu rozmawiać o jaszczurkach. Postanowiła nie bawić się w grzeczności, z Dunstanem i tak nie miało to sensu.
- Poczułeś to?
Mag westchnął ciężko i popatrzył na nią swoimi przenikliwymi oczami w kolorze lodu.
- Poczułem. 
- I? 
- I co ma być? 
- Nie martwi cię to? - prychnęła. - Co takiego się wydarzyło, że ktoś sięgnął po ten desperacki wręcz sposób komunikacji? To musiało być coś strasznego...
- Mówiłem Osvaldowi, żeby nie lekceważył tego, co się dzieje na wschodzie... 
- A ja to nie? - tupnęła nogą ze złością. Efekt był marny, trawa stłumiła uderzenie.

Sunneva shook her head. Mercy, she hadn't come here to talk about lizards. She decided not to play niceties, there was no point in it with Dunstan anyway.
- Did you feel it?
The mage sighed heavily and looked at her with his piercing, ice-colored eyes.
- I felt it.
- And?
- And what?
- Doesn't that worry you? - she snorted. - What happened to make someone resort to this desperate method of communication? It must have been terrible...
- I told Osvald not to underestimate what was happening in the east...
- And I didn't? - She stamped her foot angrily. The effect was poor, the grass muffled the impact.


- Mówiłaś. Ale mój brat niestety nie posłuchał... - grobowym głosem powiedział Dunstan. 
- Musimy odpowiedzieć na Wezwanie. Czuję, że staje się coraz mocniejsze. Wczoraj o mało nie zemdlałam w sali tronowej. Dzisiaj mam się już na baczności, ale czuję jego moc.
- To odpowiadaj - burknął mag.
- Chyba żartujesz, że zrobię to sama - ze złością zacisnęła usta w wąską kreskę. 

- Yes. You said so. But unfortunately, my brother didn't listen... - Dunstan said in a grave voice.
- We must answer the Summon. I feel it growing stronger. Yesterday I almost fainted in the throne room. Today I'm on my guard, but I feel its power.
- Then answer it - the mage grumbled.
- You've got to be kidding, I won't do it myself! - she pressed her lips together angrily.



Sunneva zaczęła chodzić w tą i z powrotem, zła jak osa. Jak ma rozmawiać z tym starym upartym osłem? Czy jej się to podoba, czy nie - musi mieć go jako wsparcie. 

Sunneva started pacing back and forth, angry as a hornet. How was she supposed to talk to this stubborn old goat? Whether she liked it or not, she had to have him as her backup.


Nagle zatrzymała się gwałtownie.
- Dunstanie, byłam właściwie dzieckiem, gdy ostatni raz wuj użył tego... Smoczej Krwi - uznała, że trzeba walić prosto z mostu. - Pamiętasz, jak to odchorowałam? A byłam tylko niedaleko! 
- Pamiętam. Ale teraz jesteś silniejsza.
- Oczywiście, że jestem silniejsza. Ale mimo wszystko boję się tej magii. Jej wpływu na nas. Nie chcę być sama. A dobrze wiem, że ciebie też musi aż skręcać od Wezwania. To nie tak, że możemy sobie zdecydować, czy odpowiemy, czy nie... - nagle ściszyła głos. - Potrzebuję cię.

Suddenly, she stopped abruptly.
- Dunstan, I was practically a child the last time my uncle used that... Dragon's Blood. - She decided it was time to get straight to the point. - Remember how I got sick? And I was only nearby!
- I remember. But you're stronger now.
- Of course I am stronger. But I'm still afraid of this magic. Its effect on us. I don't want to be alone. And I know full well that the Summoning must be driving you crazy too. It's not like we can choose whether to respond or not... - She suddenly lowered her voice. - I need you.





Uzdrowiciel patrzył chwilę bez słowa. W końcu pokręcił głową. 
- Wiem. Nie mamy wyjścia. Przyjdę do zamku.
Sunneva odetchnęła z ulgą.
- Dziękuję - powiedziała krótko. Skinęła mu z wdzięcznością i bez zbędnych słów ruszyła z powrotem do zamku.

The healer stared at her for a moment, without one word. Finally, he shook his head.
- I know. We have no choice. I'll come to the castle.
Sunneva breathed a sigh of relief.
- Thank you - she said curtly. She nodded gratefully and, without further ado, headed back to the castle.




Dunstan patrzył za oddalającą się kobietą. Nie dziwił się, że była tak roztrzęsiona. Działo się coś bardzo złego. Czuł od dawna, że rozruchy na granicy i niepokoje w Kislenaarze są tym razem czymś poważnym. Ale jego brat, król Krigann, zbagatelizował te wieści. Choć właściwie Dunstan nie wiedział dlaczego, zazwyczaj Oswald był bardziej rozsądny. 

A teraz to. Wezwanie. Smocza Krew. 

Dunstan watched the woman retreat. He wasn't surprised she was so distraught. Something was terribly wrong. He had long sensed that the riots on the border and the unrest in Kislenaar were serious this time. But his brother, King of Krigann, dismissed the news. Though Dunstan didn't really know why, Oswald was usually more sensible.

And now this. The Summons. Dragonblood. 


- No cóż, moja mała - pogładził siedzącą mu na ramieniu sowę. - I tak nie mamy wyjścia...

- Well, my little one - he stroked the owl sitting on his shoulder. - We have no choice anyway...


Portrety postaci i miejsca

SUNNEVA

Niedawno została Wielkim Magiem Krigann jako następczyni swojego wuja, Edelstana. Awansowała na Wielkiego Maga w bardzo młodym (jak na Magicznych) wieku i nie do końca odnajduje się w nowej roli. Przedwczesna śmierć wuja sprawiła, że nominacja na to stanowisko była dla niej zaskoczeniem. Na przekór swojemu imieniu jest potężnym magiem burzy i powietrza, ale doskonale radzi sobie z innymi rodzajami magii.

Mieszka w zamku, w Varreagatis - stolicy Krigann.

Portraits of characters and places

SUNNEVA

She recently became Great Mage of Krigann, succeeding her uncle, Edelstan. She was promoted to be a Great Mage at a very young age (for Magicians) and hasn't fully settled into her new role. Her uncle's untimely death made her appointment to this position a surprise. Despite her name, she is a powerful storm and air mage, but is also skilled with other types of magic.

She lives in a castle in Varreagatis, the capital of Krigann.

 

DUNSTAN PUSTELNIK

Młodszy brat Króla Krigann, Osvalda. Zupełnie odciął się od dworskiego życia. Powszechnie uważany za dziwaka i odludka. Jest jednak najlepszym magiem medykiem w królestwie, więc mimo jego dziwactw cieszy się dużym szacunkiem. Mieszka w chacie nad brzegiem morza i na zamku bywa tylko w wyjątkowych przypadkach, zwykle, gdy zostanie wezwany do chorego.

Z bratem układa mu się dobrze. Król nieraz odwiedza go w jego domostwie, przychodząc do niego po radę.

DUNSTAN THE HERMIT

The younger brother of King Osvald of Krigann. He has completely cut himself off from courtly life. He is widely considered an eccentric and reclusive. However, he is the best medical mage in the kingdom, so despite his eccentricities, he is held in high esteem. He lives in a cottage by the sea and only comes to the castle on special occasions, usually when called to tend to the sick.

He gets along well with his brother. The king often visits him at his home, seeking his advice.

 

KRIGANN

Królestwo na zachodzie Kontynentu Północnego. Słynie ze swych dzikich, nadmorskich krajobrazów, rozległych wrzosowisk i dosyć łagodnego klimatu. Malownicze wybrzeże na północy kraju jest pełne zatoczek umożliwiających zawijanie do brzegu nawet większych łodzi i statków. Mieszkańcy trudnią się rybołówstwem i hodowlą owiec oraz kóz.

Varreagatis to największe miasto i stolica kraju. W zamku, położonym tuż nad brzegiem morza, znajduje się siedziba władców Krigann - obecnie króla Oswalda II.

Największym miastem portowym oraz handlowym jest Kàhpes na zachodnim wybrzeżu. Położone jest nad dużą zatoką. Ma głęboki port, dogodny do wpłynięcia nawet dla największych statków handlowych. Tam również ma swoją siedzibę główna część Floty Wojennej. Wokół miasta rozciągają się największe pola uprawne – ziemia jest tam żyzna i wydaje najlepsze plony. Pozostała część kraju ma znacznie słabsze możliwości, jeśli chodzi o rolnictwo.

Silbagedi jest miastem uniwersyteckim. Znajduje się tam szkoła dla uzdolnionych magicznie dzieci, biblioteki oraz najlepsze placówki medyczne w kraju.

KRIGANN

A kingdom in the west of the Northern Continent. It is renowned for its wild coastal landscapes, vast moors, and relatively mild climate. The picturesque coast in the north of the country is full of bays that allow even larger boats and ships to dock. The inhabitants engage in fishing and sheep and goat breeding.

Varreagatis is the largest city and capital of the country. The castle, located right on the seashore, houses the seat of the Krigann rulers – currently King Oswald II.

The largest port and trading city is Kàhpes on the west coast. It is situated on a large bay. It has a deep harbor, convenient for even the largest merchant ships. The main part of the Navy is also based there. The largest arable fields surround the city – the land is fertile and produces the best crops. The rest of the country has significantly less agricultural opportunities.

Silbagedi is a university town. There is a school for magically gifted children, libraries, and the best medical facilities in the country.

niedziela, 31 maja 2026

Wezwanie - część 2 | Summons - Part II

Lista poprzednich odcinków Opowieści z Wiedźmiego Świata.
List of previous episodes of Tales from the Witch World.

KOMNATA SUNNEVY, ZAMEK VARREAGATIS

Sunneva siadła ciężko przed lustrem. Ten dzień po prostu ją wykończył. Nie dość, że od rana siedziała w sali tronowej asystując królowi podczas cotygodniowych audiencji, to potężna fala magii prawie ją znokautowała na oczach całego dworu. Całe szczęście, że akurat pojawili się kurierzy i wszyscy byli skupieni na ich wejściu do sali, zbyt zajęci plotkowaniem, by zauważyć, jak Wielki Mag Krigann  prawie zemdlał na podwyższeniu...

Z trudem robiła dobrą minę do złej gry przez resztę dnia. Dopiero teraz, szykując się do snu, mogła odetchnąć. Choć kolczyk, którego nie mogła wyjąć, bo zaplątał się jej we włosy, nieomal doprowdził ją właśnie do płaczu.

SUNNEVA'S CHAMBER, VARREAGATIS CASTLE

Sunneva sat down heavily in front of the mirror. The day had simply exhausted her. Not only had she been sitting in the throne room since morning, assisting the king during his weekly audience, but a powerful wave of magic had nearly knocked her out in full view of the entire court. It was fortunate that the couriers had just arrived, and everyone was focused on their entrance, too busy gossiping to notice Krigann Great Mage nearly fainting on the dais...

She struggled to put on a good face for the rest of the day. Only now, as she prepared for bed, could she breathe a sigh of relief. Although the earring she couldn't remove because it was tangled in her hair had almost brought her to tears.



Nie chciała tego przyznać, ale bała się. Gdy poprzednio Wielcy Magowie używali Smoczej Krwi, była adeptką. Wielkim Magiem Krigann był jej wuj, Edelstan. Zaledwie raz towarzyszyła mu podczas połączenia i nie wspominała tego zbyt dobrze. Pamiętała jednak jego nauki i przestrogi. Podstawową było to, Wezwania nie da się zignorować. 

Doskonale znała historię. Każdy szczegół. Nie z książek i przekłamanych opisów, ale z pierwszej ręki. Od wuja Edelstana, od Ragnvalda i Aldary. Co się w takim razie stało? Kto jest tak zdesperowany, aby sięgnąć po ten sposób przekazywania informacji? I co z... Twierdzą? Wzdrygnęła się.

She didn't want to admit it, but she was afraid. When the Great Mages had previously used Dragon Blood, she had been an adept. It was her uncle, Edelstan, who was the High Mage of Krigann at that time. She had only accompanied him to the link once, and she didn't remember it very well. However, she remembered his teachings and warnings. The fundamental one was that the Call cannot be ignored.

She knew the history perfectly. Every detail. Not from books or distorted versions, but firsthand. From uncle Edelstan, from Ragnvald and Aldara. What had happened then? Who was so desperate to use this method of conveying information? And what about... the Fortress? She shuddered.



Musiała znaleźć kogoś, kto będzie jej towarzyszył. Wiedziała, że może zaufać jedynie Dunstanowi, ale wiedziała, że nie będzie łatwo go przekonać. Choć pewnie i on nie będzie mógł się oprzeć Wezwaniu. Zrezygnowana wstała od toaletki. W tej chwili jedyną rozsądną rzeczą, jaką mogła zrobić, to wyspać się i odpocząć.

She had to find someone to accompany her. She knew she could only trust Dunstan, but she knew it wouldn't be easy to convince him. Though he probably wouldn't be able to resist the Call either. Resigned, she rose from the dressing table. At the moment, the only sensible thing she could do was get some sleep and rest.


DOM TOVE I RAGNVALDA, SALVIA

Tove szukała Ragnvalda po całym domu. Okazało się, że siedział samotnie w Wielkiej Sali. Gdy tylko zobaczyła jego zafrasowaną minę, zamknęła za sobą drzwi i podeszła do stołu.

- Co się stało?
- Przyszedł list od Aldary - mruknął niechętnie Ragnvald. Choć doskonale wiedział, że nie uniknie tej rozmowy, nie bardzo chciał ją zaczynać. Za dobrze jednak znał Tove i nawet nie próbował zmieniać tematu.

TOVE AND RAGNVALD'S HOUSE, SALVIA

Tove searched the house for Ragnvald. She found him sitting alone in the Great Hall. As soon as she saw his worried expression, she closed the door behind her and approached the table.

- What happened?
- A letter from Aldara arrived - Ragnvald muttered reluctantly. Although he knew perfectly well he couldn't avoid this conversation, he wasn'y eager to start it. But he knew Tove too well and didn't even try to change the subject.


- Czy to ma coś wspólnego z twoim "bólem głowy" sprzed dwóch dni? - Tove wbiła w męża wzrok tak przeszywający, że aż poczuł ciarki na plecach.
- Poniekąd...
- Mój ukochany. Możesz odpowiadać mi tak półsłówkami - Tove złapała go za rękę i uśmiechnęła się słodko. - Uprzedzam cię jedna, że źle na tym wyjdziesz.
Ragnvald westchnął. Miała rację. Znał też ten słodki uśmiech i wiedział doskonale, że nie wróżył mu absolutnie nic dobrego. 
- Lepiej usiądź, kochana...

- Does this have anything to do with your 'headache' from two days ago? - Tove fixed her husband with a gaze so piercing it sent shivers down his spine.
- In a way...
- My beloved. You can answer me with half-words like that - Tove grabbed his hand and smiled sweetly. - I'm warning you, though, it won't end well for you.
Ragnvald sighed. She was right. He knew that sweet smile too, and he knew perfectly well that it meant absolutely nothing good.
- You better sit down, dear...



Tove usłuchała, ale teraz miała już jak najgorsze przeczucia. Wiedziała, że Ragnvald wymigiwał się złym samopoczuciem, gdy dwa dni temu zbladł nagle jak ściana i zachwiał się, mało nie przewracając stołu. Może i miał swoje lata, ale nadal był silny jak byk i niejeden młodzik mógł pozazdrościć mu kondycji. 

- I co napisała Aldara? - zapytała, nerwowo obracając turmalinowy wisior w dłoni.
- Jak zwykle oszczędnie - prychnął. - "Smok się obudził. Przyjedź jak najszybciej."

Oczy Tove rozszerzyły się ze zdziwienia. Nie dlatego, że liczyła na dłuższą wiadomość, o nie. Znała Aldarę aż za dobrze. Te dwa krótkie zdania wystarczyły. Poczuła... strach. To był strach, uczucie, które rzadko znajdowało drogę do jej serca. Poczuła... strach. To był strach, uczucie, które rzadko znajdowało drogę do jej serca.
- Czy ona pisze o tym, co myślę?

Tove did, but now she had the worst premonition. She knew that Ragnvald was making excuses about his bad mood when, two days ago, he suddenly turned as pale as a sheet and staggered, almost knocking over the table. He might be old, but he was still as strong as a bull, and many youngsters could envy his stamina.

- And what did Aldara write? - she asked, nervously turning the tourmaline pendant in her hand.
- Sparingly, as always - he snorted. - The dragon has awakened. Come as soon as possible.

Tove's eyes widened in surprise. Not because she'd expected a longer message, no. She knew Aldara all too well. Those two short sentences were enough. She felt... fear. It was fear, a feeling that rarely found its way into her heart.
- Does she write about what I think?


- Niestety, moja droga - Ragnvald westchnął ciężko. - Sam już wczoraj zastanawiałem się, czy nie ruszyć do Skogborgu. Teraz nie ma już nad czym myśleć, wyruszę jutro. Zabiorę ze sobą Torvalda.
- Weź też Svena. Nigdy nie był w stolicy. A przyda wam się do pomocy.
- Będziemy jechać co koń wyskoczy - zaprotestował mag.
- Tak? I kto będzie miał problem nadążyć za kim? Hm? - Tove przekrzywiła głowę i spojrzała krytycznie.
- Racja - Ragnvald uśmiechnął się na myśl o wnuku. - Zatem jutro pojedziemy we trzech.

- Unfortunately, my dear - Ragnvald sighed heavily. - I was already considering heading for Skogborg yesterday. Now there's nothing more to think about, I'll leave tomorrow. I'll take Torvald with me.
- Take Sven too. He's never been to the capital. And he'll be useful to you.
- We'll go at full speed - the mage protested.
- Oh, really? And who'll have trouble keeping up with whom? Hmm? - Tove tilted her head and looked critically at him.
- Right - Ragnvald smiled at the thought of his grandson. - Then the three of us will go tomorrow.


sobota, 30 maja 2026

W sercu Puszczy | In the heart of the Forest



Nadszedł wieczór. Rei szła ścieżkami Hiarty wracając do swoich komnat w Drzewie Sercu. Leśna osada była już cicha, spotykała po drodze nieliczny Leśnych, którzy pozdrawiali ją z szacunkiem. Odpowiadała skinieniem głowy lub cichym pozdrowieniem. Wieczór był chłodny mimo tego, że Hiarta, pełna pradawnej magii, zawsze była najcieplejszym miejscem w Puszczy. Gdzieś w wysokich koronach drzew było słychać delikatny szum deszczu. Rei nie czuła jednak ani kropli - gęste gałęzie tworzyły zielony dach i dopiero prawdziwa ulewa mogła przedrzeć się przez niego. Wokół widać było pełno nocnych świetlików - siedziały na drobnych gałązkach lub latały brzęcząc delikatnie. Oświetlały ścieżki niczym małe latarenki.

Rei była zmęczona. Ostatnie dwa tygodnie przyniosły wiele niepokojących wieści. Fae, harpie i centaury przynosiły wiadomości z każdego zakątka Puszczy i jej granic. Źle się działo. Na południu ludzie próbowali wdzierać się w pradawny las, jakby po tych kilku dziesięcioleciach spokoju zapomnieli, czym to grozi. Leśni eliminowali bezczelnych włamywaczy, ale to nie zniechęcało kolejnych.

Evening came. Rei walked the paths of Hiarta, returning to her chambers in the Heart Tree. The forest settlement was already quiet, she met a few Forest Creatures along the way, who greeted her respectfully. She returned them with a nod or a quiet greeting. The evening was cool, even though Hiarta, steeped in ancient magic, had always been the warmest place in the Forest. Somewhere in the high treetops, the gentle patter of rain could be heard. Rei, however, felt not a drop – the dense branches formed a green roof, and only a full downpour could penetrate it. Night fireflies were everywhere – they perched on small twigs or flew, humming gently. They illuminated the paths like small lanterns.

Rei was tired. The last two weeks had brought much disturbing news. Fae, harpies, and centaurs brought informations from every corner of the Forest and its borders. Something was wrong. In the south, people tried to invade the ancient forest, as if after decades of peace they had forgotten the dangers. Forest Folk eliminated the insolent intruders, but this did not discourage others.

Od południa czuła niepokojące mrowienie skóry. Jakby jakiś owad wciąż wędrował jej po karku w tą i z powrotem, w tą i z powrotem... Ignorowała to dosyć skutecznie w ciągu dnia, ale teraz uczucie nasiliło się nieprzyjemnie. Nagle zrobiło jej się gorąco, mimo późnojesiennego chłodu. Zatrzymała się i zrzuciła kaptur, pozwalając, aby zimne powietrze owionęło jej głowę. Wzięła kilka głębokich wdechów.

Since noon, she'd felt an unsettling tingle on her skin. As if some insect were constantly scurrying back and forth, back and forth, along the back of her neck... She'd ignored it quite effectively during the day, but now the feeling intensified uncomfortably. She suddenly felt hot, despite the late autumn chill. She stopped and threw back her hood, letting the cold air wash over her head. She took several deep breaths.


- To niemożliwe... - szepnęła. Rozpoznała to uczucie, którego miała nadzieję nie doświadczać już nigdy więcej w życiu. - To przecież Wezwanie...

Kto śmiał posłużyć się Smoczą Krwią? Wzywać Pradawnych? Gniew w niej narastał. Wiedziała, że tego nie będzie mogła zignorować. A ignorowanie wszystkiego, co działo się poza Puszczą przez ostatnie dekady, szło jej przecież doskonale. Miała w głębokim poważaniu ludzi, magów i ich marne, krótkie żywota. A teraz będzie musiała poświęcić im swoją uwagę, czy tego chce, czy nie. 

Szły zmiany, a jej się to wcale nie podobało.

- It's impossible... - she whispered. She recognized the feeling she hoped she'd never experience again in her life. - This is the Calling...

Who dared use Dragon Blood? Summon the Ancients? Anger rose within her. She knew she couldn't ignore this. And ignoring everything that had been happening outside the Forest for the past decades had been something she did so well. She couldn't care less about humans, mages, and their miserable, short lives. And now she would have to devote her attention to them, whether she wanted to or not.

Changes were coming, and she didn't like it. At all.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...