wtorek, 11 sierpnia 2026

Nowa mieszkanka chaty w lesie | New resident of the cottage in the forest

Lista poprzednich odcinków Opowieści z Wiedźmiego Świata.


Hedwiga pilnowała wywaru gotującego się w kociołku, mieszając delikatnie od czasu do czasu. Był prawie gotowy. Część będzie można zawieźć Selenie, żeby miała zapas na zimę. Kto wie, czy nie zasypie jej tak, jak rok temu, gdy nadejdą śniegi - przez ponad dwa tygodnie nikt nie mógł do niej dojechać pod Przełęcz... 

Hedwig watched the brew boil in the cauldron, stirring gently from time to time. It was almost ready. Some could be taken to Selena to stock up for the winter. Who knows, maybe she'll be buried like last year when the snows came - no one could reach her at the Pass for over two weeks...


Zielarka usłyszała nagle hałas przed domem, kopyta stukające na ganku, a później skrzypnięcie otwieranych drzwi. Stanęła w nich Margaret, po czym przytrzymała je otwarte na oścież. Za nią do chaty weszła ostrożnie Eira, schylając się, aby nie uderzyć głową o framugę drzwi.

The herbalist suddenly heard a noise outside the house, hooves clattering on the porch, and then the creak of the door opening. Margaret stood there, holding it wide open. Behind her, Eira cautiously entered the cottage, ducking to avoid hitting her head on the doorframe.



- Eira, moja droga! - ucieszyła się staruszka na widok centaurydy. I zamarła zaskoczona, widząc, że szamanka niesie małą dziewczynkę. Dziecko było ubrane w poszarpaną i brudną sukienkę. I chyba było nieprzytomne, gdyż bezwładnie leżało w objęciach Eiry. Popatrzyła pytająco na Margaret.

- Koc się przydał - burknęła wiedźma. - Centaury znalazły ją w lesie. Samą.

- Eira, my dear! - the old woman rejoiced at the sight of the centauride. She froze in surprise when she saw the shaman carrying a little girl. The child was dressed in a tattered and dirty dress. And it seemed unconscious, as it lay limp in Eira's arms. She looked questioningly at Margaret.

- The blanket came in handy - the witch grumbled. - The centaurs found her in the forest. Alone.


- Ach tak - Hedwiga pokiwała głową. - Tak czułam, że ci się przyda. Co to za dziecko?
- Nie wiadomo, jeszcze się nie obudziła. Ma gorączkę i źle z nią - Margaret wzruszyła ramionami. - Muszę przygotować coś na obniżenie temperatury.
- Właśnie skończyłam - stara zielarka wskazała łyżką na kociołek.
- Doprawdy? - Margaret spojrzała podejrzliwie na opiekunkę. - Akurat to upichciłaś?

- Oh, yes - Hedwig nodded. - I had a feeling you'd need it. Who's the child?
- I don't know, she hasn't woken up yet. She has a fever and isn't feeling well - Margaret shrugged. - I need to prepare something to lower her temperature.
- I've just finished - the old herbalist pointed to the cauldron with her spoon.
- Oh, really? - Margaret looked at her warden suspiciously. - Did you just cook this?



Hedwiga odłożyła łyżkę i nie skomentowała. Wskazała Eirze przejście do izby obok.
- Zanieś ją tam proszę, moja droga. Zaraz zajmiemy się tą małą. Połóż ją na posłaniu pod oknem, zaraz przyniosę koc.

Hedwig put down her spoon and didn't comment. She gestured for Eira to the next room. 
- Please take her there, my dear. We'll take care of the little one in a moment. Put her on the bed by the window, and I'll bring a blanket in a moment.


Margaret poszła przodem i przygotowała miejsce. Eira ostrożnie poruszała się po domu, niepewna w tak małym pomieszczeniu. Uparła się jednak, że to ona przyniesie dziewczynkę, co nieco zaskoczyło wiedźmę, która doskonale znała niechęć centuarydy do zamkniętych przestrzeni. 

Margaret went ahead and prepared a space. Eira moved cautiously around the house, unsure of herself in such a small space. However, she insisted on bringing the girl, which somewhat surprised the witch, who knew the centuarid's aversion to enclosed rooms.




Dziecko wciąż się nie ocknęło. Wiedźmy ułożyły ją na posłaniu i delikatnie otuliły kocem. Mała znów zamamrotała coś niewyraźnie i Margaret wydawało się, że brzmiało to jak: "do puszczy, muszę iść do puszczy". Nie była jednak pewna, czy się nie przesłyszała.

The child still hadn't woken up. The witches laid her on the bed and gently wrapped her in a blanket. The little one mumbled something indistinct again, and Margaret thought it sounded like, "to the forest, I must go to the forest." But she wasn't sure if she had misheard.


Eira rozglądała się ciekawie po izbie. Na kominku płonął wesoło ogień, a kilka kotów pałętało się wokół. I coś jeszcze zamajaczyło jej w kryjówce pod posłaniem. Czy to był jeż?

Margaret wstała i zdjęła wreszcie szal. Westchnęła z ulgą. To był długi dzień. Sporo się wydarzyło. Nagle przypomniała sobie, o co chciała zapytać szamankę.
- Eira, dlaczego wzięłaś ze sobą aż tylu wojowników? Pierwszy raz przybyłaś w tak licznej grupie. Do tej pory miałaś tylko jednego towarzysza.
- Właściwie bez powodu. A przynajmniej bez konkretnego powodu - szamanka przestała lustrować pomieszczenie i spojrzała na Margaret. - Coś się zbliża. Nie wiem co, duchy też nie potrafią jasno przekazać informacji. Ale w Puszczy czuć niepokój, już od dłuższego czasu. Nawet harpie wylazły ze swoich gniazd i latają w tę i z powrotem. 
- Harpie? - Hedwiga wtrąciła się do rozmowy.
- Tak. Ptaszydła z Księżycowych Gór - pokiwała głową Eira. Nie widziano ich od lat nad naszymi ziemiami, a teraz... No i dochodzą do nas pogłoski o jakichś niepokojach na południowym krańcu Puszczy. Dlatego nasz wódz kazał wojownikom jechać ze mną. Na wszelki wypadek.

Eira looked around the room curiously. A fire burned cheerfully in the fireplace and several cats wandered around. And something else loomed in her hiding place under the bed. Was it a hedgehog?

Margaret stood up and finally took off her scarf. She sighed with relief. It was a long day. A lot has happened. Suddenly she remembered what she wanted to ask the shaman.
- Eira, why did you take so many warriors with you? It was the first time you came in such a large group. Until now, you only had one companion.
- No reason, actually. Or at least for no particular reason - the shaman stopped examining the room and looked at Margaret. - Something's coming. We don't know what, ghosts can't convey information clearly either. But there has been anxiety in the Forest for a long time. Even the harpies have come out of their nests and are flying back and forth.
- Harpies? - Hedwig joined the conversation.
- Yes. Birds of the Moon Mountains - Eira nodded. - They haven't been seen over our lands for years, and now... And we're hearing rumors of some unrest in the southern end of the Forest. That's why our leader told the warriors to come with me. Just in case.



Wiedźmy popatrzyły po sobie. Czyli magiczni mieszkańcy lasu też coś czują. To nie były dobre wieści. Eira jednak wyraźnie zakończyła temat. Nie wiedziała nic więcej lub nie chciała im mówić. Nie było więc sensu drążyć.
- Przyniosę napar dla dziecka, a później zajmę się zapasami dla was. Mam lawendę i mieszanki, o które prosiłaś. Wszystko już jest przygotowane. Zostaniecie na noc? 
- Nie. Reidar chce już wracać. Uważa, że i tak za długo nam zeszło.
- Przecież niedługo będzie zmierzchać.
- To nic. W tych lasach nie ma niczego, co by nam zagrażało - mrugnęła wesoło szamanka. - Poza tym idzie załamanie pogody i faktycznie powinniśmy wracać jak najszybciej.
- Szkoda, myślałam, że zostaniesz na kilka dni. Chciałam podpytać cię o te porosty znad Czarnej Rzeki. Próbuję rozgryźć kilka ich właściwości, ale chyba sama nie dam rady - Margaret była szczerze zawiedziona.

The witches exchanged glances. So the magical inhabitants of the forest were also feeling something. This wasn't good news. Eira, however, clearly ended the conversation. She either didn't know anything more or didn't want to tell them. So there was no point in pursuing it further.
- I'll bring a potion for the child, and then I'll take care of your supplies. I have the lavender and the other herbs you requested. Everything's already prepared. Will you stay overnight?
- No. Reidar wants to go back. He thinks we've already taken too long.
- It'll be getting dark soon.
- It doesn't matter. There's nothing in these forests that could pose a threat to us - the shaman winked cheerfully. - Besides, the weather's about to change, and we really should get back as soon as possible.
- That's a shame. I thought you'd be staying for a few days. I wanted to ask you about those lichens from the Black River. I'm trying to figure out some of their properties, but I don't think I can do it alone - Margaret was genuinely disappointed.


- Tych, które przywiozłam ci ostatnio? Te srebrzyste?
- Tak.
- Mam dla ciebie nowy zapas, będziesz mogła eksperymentować. I powiem ci wszystko co wiem, może ułatwi ci to pracę. Tylko na zewnątrz, strasznie tu u was ciasno - zaśmiała się centauryda. - A, dam ci coś jeszcze. Dla źrebaka.
To mówiąc zdjęła sznur fioletowych kamieni, który nosiła na szyi.

- The ones I brought you last time? The silver ones?
- Yes.
- I have a new supply for you, you can experiment. And I'll tell you everything I know, maybe it'll make your job easier. Just outside, it's awfully cramped in here - the centauride laughed. - Oh, and I'll give you something else. For the foal.
With that, she took off the string of purple stones she wore around her neck.



- Daj jej, jak się obudzi. Myślę, że pozwolą jej łatwiej zapanować nad nowymi umiejętnościami.
- Czy to czaroity? - Hedwiga zerknęła na naszyjnik. - To bardzo szczodry dar.
- Tak - Eira uśmiechnęła się do starej zielarki. - Takie, jak i ty masz na szyi. Ale te są znad Czarnej Rzeki. Jedyne w swoim rodzaju.
Przekazała biżuterię Margaret. Po czym bez słowa ostrożnie wycofała się, starając się nie przewrócić niczego i wyszła przed chatę.

- Give it to her when she wakes up. I think it will help her control her new abilities.
- Are those Charoites? - Hedwig glanced at the necklace. - It's a very generous gift.
- Yes - Eira smiled at the old herbalist. - Just like the ones around your neck. But these are from the Black River. One of a kind.
She handed the jewelry to Margaret. Then, without a word, she carefully backed away, trying not to knock anything over, and walked out in front of the cottage.





- No proszę - Margaret przyglądała się kamieniom. - Kukułka dostała prezent godny królewskiego maga. 
- Kukułka? - Hedwiga spojrzała pytająco.
- A, później ci wyjaśnię... - młodsza wiedźma machnęła ręką. - Idę przygotować lekarstwa. A później pomogę zapakować wszystko centaurom. Widziałaś ich?
- Przez okno - pokiwała głową staruszka. - Piękny widok.
- To samo im powiedziałam - prychnęła Margaret. - A oni byli bardzo zdziwieni. Szkoda, że Sven ich nie zobaczy. 
- Nie wrócił jeszcze ze stolicy? - Hedwiga zmartwiła się wyraźnie. - Co ich tam zatrzymało?
- Nie wiem. Tove nie chce powiedzieć. Opowiem ci wszystko później.

- Well, well - Margaret said, examining the stones. - Cuckoo received a gift fit for a king's wizard.
- Cuckoo? - Hedwig looked at her questioningly.
- Oh, I'll explain later... - the younger witch waved her hand. - I'm going to prepare the medicines. And then I'll help the centaurs pack everything. Did you see them?
- Through the window - the old woman nodded. - A beautiful view.
- That's what I told them - Margaret snorted. - And they were very surprised. It's a shame Sven won't see them.
- Hasn't he returned from the capital yet? - Hedwig looked visibly worried. - What kept them there?
- I don't know. Tove won't tell. I'll tell you everything later.





Z tymi słowami Margaret poszła do kuchni. Czarny kocur wskoczył na posłanie koło Hedwigi i miauknął zaczepnie.
- No i czego chcesz, Nisse? - staruszka pogładziła go po karku. - Lepiej tu zostań i opiekuj się tą... Kukułką.
Uśmiechnęła się na dźwięk tego przezwiska, które nadała dziecku Margaret. Martwiła się jedynie, czy uda im się opanować gorączkę. Kim była ta dziewczynka? Oby miały szansę się tego dowiedzieć.

Hedwiga westchnęła i zamyśliła się. Doprawdy, coś wisiało w powietrzu...

With those words, Margaret went to the kitchen. The black tomcat jumped onto the bed next to Hedwig and meowed teasingly.
- What do you want, Nisse? - the old woman patted his neck. - You'd better stay here and look after that... Cuckoo.
She smiled at the nickname Margaret had given the child. Her only concern was whether they would manage to get the fever under control. Who was that girl? Hopefully, they would have a chance to find out.

Hedwig sighed and pondered. Truly, something was in the air...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Serdecznie dziękuję za Wasze komentarze!

Thank you very much for your comments!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...